Miesięczne archiwum: Listopad 2009

Przewodzić jak Attyla.

Odkąd firma, w której pracuję jest w rękach Amerykanów to nabieram przekonania, że Attyla na czele Hunów podbił Stany Zjednoczone. Ciężko to udowodnić, bo bezwzględny Attyla wyzionął ducha grubo ponad tysiąc lat nim północnoamerykańscy osadnicy postanowili, że każdy mieszkaniec ich kraju (z wyjątkiem gościnnych Indian) będzie demokratycznie wpółrządził Ameryką.

Czytaj dalej

Zwolnij i ciesz się życiem.

„Zwolnij i ciesz się życiem. To nie tylko krajobraz przegapiasz lecąc zbyt szybko – także przegapiasz poczucie tego gdzie lecisz i dlaczego.” („Slow down and enjoy life. It’s not only the scenery you miss by going too fast – you also miss the sense of where you are going and why.”) Te słowa wypowiedział wiele lat temu Eddie Cantor.

Czy podoba nam się wolna jazda samochodem, zwracanie uwagi na szczegóły otoczenia, radość z tego gdzie jedziemy i dlaczego wybraliśmy to miejsce jako cel podróży?
Czytając myśl Cantora przyszły mi na myśl scenki z moich codziennych podróży do pracy. Mam do pokonania około trzydziestu kilometrów. Jadę bocznymi, wąskimi i powolnymi drogami. Płynnie docieram do biura w ciągu godziny. Podczas jazdy, raz na jakiś czas z bocznej uliczki wypada za mną samochód, który zabójczą prędkością zbliża się do mnie, po czym zwalnia, niemal dotykając mojego zderzaka. Przede mną sznur aut jadących wolno i równomiernie, a z przeciwka to samo. A w lusterku widzę, twarz zagonionej osoby. Czasem jest zmuszona jechać za mną kilka lub kilkanaście minut. Ileż niepokoju widzę na twarzy w lusterku. Zwykle jest to oblicze dość młodej, przystojnej kobiety, elegancko ubranej, prowadzącej duży, drogi samochód. Fantazjuję, że gdyby nagle nastąpiła blokada ruchu i utknęlibyśmy w korku to chciałbym podejść do tej pani i zapytać, czy jeszcze pamięta, gdzie i dlaczego tak pędzi. Myślę, że takie pytanie mogłoby na chwilę odmienić jej życie. Pęd samochodu jest często znakiem szaleńczego pędu życia osoby kierującego pojazdem. Czytaj dalej

Kierunek, a nie intencja, decyduje o osiągnięciu celu.

Każde nasze działanie, praca, rola życiowa jest jak ścieżka, na którą weszliśmy i która ma swój przewidywalny koniec. Może wyraźniej to widać z boku, gdy patrzymy na znajomego i dostrzegamy, że zmierza w ślepą uliczkę. Wybrał kierunek prowadzący do fatalnego miejsca przeznaczenia choć sam może tego nie widzieć. Nasuwa mi to na myśl historię naszej dalekiej krewnej, która studiując psychologię działała społecznie w świetlicy dla osób o poplątanych charakterach. Zakochała się w facecie o psychopatycznej osobowości; uwierzyła, że jej miłość i oddanie cudownie zmienią jego powichrowaną psychikę. Sporo postronnych osób widziało, że ta droga może doprowadzić do kiepskiego końca. Lecz zakochana B. miała piękne intencje i poszła ścieżką jaką dyktowały jej emocje. Skończyło się dramatycznie. Po kilkuletnich niebezpiecznych zakrętach złego życia małżeńskiego, B. jest za granicą, gdzie wraz z synami ukrywa się przed swoim (już byłym) mężem. Ten chory człowiek lekceważył sądowne zakazy i nachodził rodzinę grożąc wymyślnymi zbrodniami. B. jest u przewidywalnego celu swojej małżeńskiej drogi.  „Reguła ścieżki”ma równie mocne zastosowanie przy wchodzeniu na szczęśliwe drogi życia. Mój dobry znajomy J. mieszkał w Polsce i był zakochany w Szwajcarii. Wiele razy zachwycał się alpejskim porządkiem, pięknem krajobrazu i tamtejszymi standardami życia. J. wszedł na drogę realizacji swojego marzenia. Rozpoczął starania o pracę w Szwajcarii. Najpierw szukał możliwości znalezienia się w szwajcarskim oddziale swojego pracodawcy, gdy to nie wyszło poszukał w internecie ofert pracy. Wybranie tego kierunku i podążanie ścieżką swojego szwajcarskiego marzenia doprowadzilo go do zamieszkania w malowniczej wiosce w kraju swoich marzeń. Patrząc na jego wędrówkę, jeszcze w dniach, gdy codziennie rano wsiadał do podmiejskiego autobusu i jechał do swojego warszawskiego biura, wiedziałem, że jest na ścieżce, która niemal na pewno doprowadzi go do Szwajcarii.
http://www.youtube.com/watch?v=XKdLLTn0gMI


Czytaj dalej

Kto mi zgasił internet?!

(Uwaga: poniższy tekst jest fikcją literacką. W rzeczywistości mój internet dobrze działa i wyczytałem tam, jaką chorą panikę wywołano na Ukrainie w sprawie grypy. Zobaczcie co się może stać, gdy damy się coraz bardziej zwariować.)

Siadam przed ekranem komputera, wpisuję adres ulubionego portalu i widzę informację, że strona nie może być załadowana.
Próbuję inny adres. Taki sam komunikat. Jestem zły, bo zdarza się to właśnie teraz, gdy mam trochę czasu, aby poszperać w sieci, bo firma wysłała mnie do domu na przymusową kwarantannę w związku z sezonem grypowym. Chciałem się dowiedzieć jak wygląda sytuacja w kraju, poczytać co ludzie o tym wszystkim piszą na blogach i forach internetowych.
W końcu udaje mi się otworzyć oficjalne strony rządowe. Tam jest trochę informacji. Wszystko takie drętwe i urzędowe. Czytaj dalej