Miesięczne archiwum: Czerwiec 2008

Jest metro, ale nie ma biletów.

Zacznijmy od zagadki: czym się różni Polska od Szwajcarii? Tym, że w Szwajcarii nawet zawiłe sprawy znajdują proste rozwiązania, a w Polsce nawet najprostsza sprawa znajduje skomplikowane rozwiązanie. W tym kontekście podzielę się swoimi obserwacjami z warszawskiego metra. Stołeczne metro znam od jego otwarcia – w latach dziewięćdziesiątych dojeżdżałem jego ograniczoną linią do biura na Ursynowie. Od tego czasu metro dotarło na Bielany w północnej części miasta. Jest to doskonałe remedium na zakorkowany ruch uliczny. Odkąd pamiętam, metro jeździło sprawnie. Stacje wyglądają podobnie jak przed laty, lecz o ile dobrze pamiętam to w ubiegłej dekadzie nie było jeszcze bramek blokujących wejście na stację gapowiczom.

W tym tygodniu miałem przyjemność znowu skorzystać z warszawskiego metra. Jako, że w ostatnich latach zwiedziłem kilkanaście metropolii, gdzie korzystałem z metra-  od Seulu i Szanghaju poprzez Kuala Lumpur i Kijów, aż po Londyn – nie sądziłem, że polska wersja podziemnej kolejki będzie mnie w stanie zdezorientować.

Jednak nie doceniłem niefrasobliwości szefów Zakładu Transportu Miejskiego (ZTM). Okazuje się, że na Bielanach nie sposób wejść do metra po godzinie 19:00, mimo że wagony kursują do późnej nocy. Na stacji Słodowiec nie ma automatu, ani punktu sprzedaży biletów. Podobno tak samo jest na innych stacjach. Widziałem na stacjach jakieś wynalazki w postaci automatów do doładowywania kart miejskich, widziałem bankomaty, ale nie widziałem ani jednego automatu do sprzedaży biletów!

Wiem, że polską specjalnością jest sprzedaż biletów w kioskach ruchu. W budynku kilkadziesiąt metrów od stacji znalazłem okienko z napisem „Ruch”, ale był to już dawno zlikwidowany kiosk. Zatem w sąsiednim sklepie poprosiłem o radę. Usłyszałem, że po 19:00 to w zasadzie nie ma szansy kupić biletu, bo wszelkie okoliczne kioski są zamykane przed tą godziną. Zatem wybrałem się na wędrówkę w poszukiwaniu najbliższego czynnego kiosku. Po przejściu ponad kilometra znalazłem takowy na Marymoncie. Wprawdzie nie było tam już zwykłych biletów po dwa złote, więc kupiłem droższe i mogłem wejść do metra.

Jak moi warszawscy krewni usłyszeli, że łaziłem po mieście w poszukiwaniu biletu to powiedzieli, że tu tak jest i oni się tym nie przejmują tylko (wcześnie rano lub późnym wieczorem) przeskakują bramkę wejściową, a potem jadą bez biletu.

Warszawskie metro nie jest najwidoczniej zaprojektowane dla turystów ani przygodnych pasażerów. Osoby posiadające bilety okresowe nie mają problemu z wejściem na stację o dowolnej godzinie. Zaś takie ofiary bezmyślności ZTM jak ja, niech szukając sobie biletu, albo jadą na gapę. W końcu to nie jest problem szefów ZTM, ani pewno mają bezpłatne przejazdy i  nie muszą się martwić o jednorazowe bilety.

Wyślę ten komentarz do ZTM, Pani Prezydent Gronkiewicz-Waltz oraz do Stołecznej Gazety i zobaczymy czy ktoś z nich słyszał o planach wpisania Warszawy do księgi rekordów Guinnessa jako jedynej światowej stolicy, gdzie nie można wejść do kursującego metra po zakończeniu sprzedaży gazet w kioskach ruchu.

Lewy półprofil.

Czas wyrobić nowy dowód osobisty, a do dowodu potrzeba zdjęcia. Dowód będzie ładny, plastikowy i niezniszczalny. Super i światowo! Tylko po co polski rząd upiera się przy komplikowaniu życia obywatelom wymaganiem dziwacznej fotografii lewego półprofilu? Słyszałem teorię, że lewy półprofil jest bardzo charakterystyczny i lepiej identyfikuje posiadacza dokumentu. Tylko, że tego wynalazku sowieckich naukowców nie podziela reszta świata. Po niemal dwudziestu latach od wyjazdu Sowietów z Polski my wciąż wysyłamy obywatela do fotografa z informacją, że fotografia powinna zawierać lewy półprofil z widocznym lewym uchem.
Drogi Ministrze Spraw Wewnętrznych i Administracji, skończmy z komplikowaniem ludziom życia! Skoro w przypadku paszportów wymagamy taki sam standard zdjęć jak kraje zachodnie to może czas przypomnieć sobie o dowodach osobistych?

Polski cyrk meldunkowy c.d.

Stali czytelnicy wiedzą, że jestem w trakcie przygotowań do przeprowadzki do Polski. Wybraliśmy już firmę przeprowadzkową i otrzymałem od niej listę dokumentów, które mam przygotować do przesiedlenia.
Wśród sześciu pozycji pojawiła się także taka: „fotokopia dowodu osobistego (strona ze zdjęciem i stałym zameldowaniem w Polsce)”.
Zadzwoniłem do tej, skądinąd sympatycznej, firmy i poinformowałem, że nie mam stałego meldunku w Polsce, lecz to nie powinno być problemem, bo przepisy celne nie mówią o meldunku tylko o miejscu zamieszkania.
Oj, ależ się nasłuchałem. Dowiedziałem się, iż bez stałego meldunku Urząd Celny nie odprawi mojego mienia, zatrzyma ciężarówkę z moimi rzeczami, każe mi płacić podatek VAT od wszystkiego co przywiozłem, będę musiał zapłacić depozyt celny oraz będę musiał zapłacić firmie przeprowadzkowej pieniądze za to, że ich ciężarówka zostanie przetrzymana w Urzędzie Celnym kilka dni, aż moja sprawa się wyjaśni. Skąd te wszystkie katorżnicze pomysły? Otóż zdaniem pewnego siebie eksperta tej firmy, Urząd Celny zawsze wymaga meldunku stałego i nie ma na to rady. Można wprawdzie zaskarżyć ich decyzję, ale wcześniej trzeba ponieść wszystkie powyższe koszty. Brzmi to jak dobry koszmar. Zebrałem siły i przedstawiłem na piśmie i wysłałem do tej firmy mój punkt widzenia:

…Wybór Waszej firmy był dość oczywistym posunięciem po tym jak mój przyjaciel rekomendował, że jego przeprowadzkę zrobiliście po mistrzowsku (dosłownie tak napisał).
Mamy do rozwiązania sprawę miejsca zamieszkania. Jak Pani wie interpretacja jaka wynika z Waszej praktyki z urzędami celnymi w
sprawie rozumienia zapisu o „miejscu zamieszkania”, „zwykłym miejscu zamieszkania” oraz „pobytu stałego” odbiega od dość solidnej analizy prawnej jaką dysponuję.
Rozumiem Wasze pragmatyczne podejście, które podpowiada, że zameldowanie na pobyt stały jest jedynym pewnym sposobem udowodnienia miejsca pobytu stałego. Zgodnie z moją wiedzą takie rozumowanie jest niezgodne z obowiązującym prawem, bowiem meldunek jest tylko jednym z kilku dopuszczalnych sposobów udowodnienia miejsca zamieszkania w Polsce.
Jeśli moja interpretacja prawa jest dla Was wątpliwa to odsyłam także do podręcznika celnego opublikowanego przez Ministerstwo Finansów jest tam poniższe stwierdzenie: „Osoba przesiedlająca się powinna udowodnić, iż będzie posiadała miejsce zwykłego zamieszkiwania w Polsce przedkładając takie dokumenty, jak np. karta czasowego pobytu, bądź dokument potwierdzający zameldowanie w kraju, umowa o pracę, umowa najmu mieszkania, itp. dokumenty, świadczące o wyborze miejsca zamieszkania w Polsce.”
W moim przypadku umowa najmu mieszkania jest wystarczającym dokumentem, udowadniającym moje zwykłe miejsce zamieszkania w Polsce.
Jako, że Polski Podręcznik Celny nie jest prawnie wiążącym źródłem prawa, więc celem uniknięcie nieporozumień uprzejmie sugeruję weryfikację Waszych informacji i ewentualne zwrócenie się z pismem do Ministerstwa Finansów o weryfikację Waszych informacji i potwierdzenie czy ta informacja z podręcznika celnego jest aktualna. Podręcznik jest dostępny na stronach Służby Celnej:
http://bip.mofnet.gov.pl/index.php?const=2
Natomiast utraciły moc przepisy wykonawcze do ustawy z dnia 9 stycznia 1997 r. – Kodeks celny – a w nich faktycznie był jednoznaczny wymóg przedstawienia dowodu osobistego z meldunkiem stałym w Polsce.
Tak jak dosadnie dzisiaj powiedziałem Państwa zawężona interpretacja przepisów nie powinna utrudniać mojego przesiedlenia.
Reasumując, chcę powiedzieć, że doceniam Waszą troskę i wiem, że Wasz wymóg meldunku ma na celu szybkie i bezproblemowe dokonanie odprawy mojego mienia.
Tak jak uzgodniłem z Panem X, za kilka dni dam Wam znać czy będę dokonywał odprawy celnej bez meldunku stałego, czy też z meldunkiem stałym.
Mam nadzieję, że moja nieustępliwość i dociekliwość nie zniechęca Państwa do naszej współpracy i serdecznych kontaktów. …

Nie chcę zdawać się jedynie na aktywność firmy przeprowadzkowej. Zatem wysłałem również e-mail do Informacji Celnej:

Uprzejmie proszę o informacje na temat sposobu określenia pobytu stałego po przesiedleniu się do Polski ze Szwajcarii jakiego będę dokonywał na potrzeby Urzędu Celnego. Jestem Polakiem i po kilku latach zamieszkania w Szwajcarii chcę się przesiedlić do Polski. W Polsce zamieszkam w wynajętym mieszkaniu w miejscowości, gdzie kilka lat temu kupiłem działkę budowlaną.
Po przeczytaniu aktualnych przepisów obowiązujących w Polsce wnoszę, że muszę wykazać, iż będę przebywał w tej miejscowości z zamiarem stałego pobytu. Wynająłem tam mieszkanie i w przyszłym roku chcę budować w tej miejscowości dom. Nie posiadam stałego meldunku w Polsce, lecz jak rozumiem Urząd Celny odwołuje się do definicji miejsca zamieszkania w kodeksie cywilnym, a meldunek nie jest warunkiem definicji miejsca stałego zamieszkania w polskim prawie.
Czy na potrzeby zwolnienia mojego mienia z opłat celnych i z podatku VAT wystarczy moje pisemne oświadczenie, że przebywam w tej miejscowości z zamiarem stałego pobytu?
Przypuszczam, że sporo osób wracających z długoletniego pobytu za granicą zadaje sobie podobne pytanie i chyba macie Państwo jasną wykładnię tej sytuacji. Będę wdzięczny za jej przesłanie e-mailem.

Do sytuacji podchodzę stosunkowo spokojnie, bo w razie czego tym czy innym sposobem zorganizuję sobie stały meldunek w okolicach Warszawy. Lecz jak wiem, jest dość powszechną sytuacją, gdy wynajmując mieszkanie właściciel nawet nie chce słyszeć o obowiązku zameldowania na pobyt stały (co z tego, że jest ustawa i obowiązek, jak właściciel mówi „nie” to nie ma meldunku stałego i sprawa jest zamknięta).
Zatem co mają robić ludzie, którzy wracają z zagranicy i chcą się osiedlić w Polsce, a nie mają swojego lokum? Rząd może elegancko umyć ręce i powiedzieć, że wystarczy udowodnić swoje miejsce zamieszkania, meldunek nie jest jedynym sposobem, aby to zrobić. Tyle teoria, a praktyka jest taka jak w przytoczonym na wstępie dialogu z pracownikiem firmy przeprowadzkowej: „Meldunek musi być i koniec! „.

Oczywiście poinformuję Was o dalszym rozwoju wypadków.