Jest metro, ale nie ma biletów.
Zacznijmy od zagadki: czym się różni Polska od Szwajcarii? Tym, że w Szwajcarii nawet zawiłe sprawy znajdują proste rozwiązania, a w Polsce nawet najprostsza sprawa znajduje skomplikowane rozwiązanie. W tym kontekście podzielę się swoimi obserwacjami z warszawskiego metra. Stołeczne metro znam od jego otwarcia – w latach dziewięćdziesiątych dojeżdżałem jego ograniczoną linią do biura na Ursynowie. Od tego czasu metro dotarło na Bielany w północnej części miasta. Jest to doskonałe remedium na zakorkowany ruch uliczny. Odkąd pamiętam, metro jeździło sprawnie. Stacje wyglądają podobnie jak przed laty, lecz o ile dobrze pamiętam to w ubiegłej dekadzie nie było jeszcze bramek blokujących wejście na stację gapowiczom.
W tym tygodniu miałem przyjemność znowu skorzystać z warszawskiego metra. Jako, że w ostatnich latach zwiedziłem kilkanaście metropolii, gdzie korzystałem z metra- od Seulu i Szanghaju poprzez Kuala Lumpur i Kijów, aż po Londyn - nie sądziłem, że polska wersja podziemnej kolejki będzie mnie w stanie zdezorientować.
Jednak nie doceniłem niefrasobliwości szefów Zakładu Transportu Miejskiego (ZTM). Okazuje się, że na Bielanach nie sposób wejść do metra po godzinie 19:00, mimo że wagony kursują do późnej nocy. Na stacji Słodowiec nie ma automatu, ani punktu sprzedaży biletów. Podobno tak samo jest na innych stacjach. Widziałem na stacjach jakieś wynalazki w postaci automatów do doładowywania kart miejskich, widziałem bankomaty, ale nie widziałem ani jednego automatu do sprzedaży biletów!
Wiem, że polską specjalnością jest sprzedaż biletów w kioskach ruchu. W budynku kilkadziesiąt metrów od stacji znalazłem okienko z napisem „Ruch”, ale był to już dawno zlikwidowany kiosk. Zatem w sąsiednim sklepie poprosiłem o radę. Usłyszałem, że po 19:00 to w zasadzie nie ma szansy kupić biletu, bo wszelkie okoliczne kioski są zamykane przed tą godziną. Zatem wybrałem się na wędrówkę w poszukiwaniu najbliższego czynnego kiosku. Po przejściu ponad kilometra znalazłem takowy na Marymoncie. Wprawdzie nie było tam już zwykłych biletów po dwa złote, więc kupiłem droższe i mogłem wejść do metra.
Jak moi warszawscy krewni usłyszeli, że łaziłem po mieście w poszukiwaniu biletu to powiedzieli, że tu tak jest i oni się tym nie przejmują tylko (wcześnie rano lub późnym wieczorem) przeskakują bramkę wejściową, a potem jadą bez biletu.
Warszawskie metro nie jest najwidoczniej zaprojektowane dla turystów ani przygodnych pasażerów. Osoby posiadające bilety okresowe nie mają problemu z wejściem na stację o dowolnej godzinie. Zaś takie ofiary bezmyślności ZTM jak ja, niech szukając sobie biletu, albo jadą na gapę. W końcu to nie jest problem szefów ZTM, ani pewno mają bezpłatne przejazdy i nie muszą się martwić o jednorazowe bilety.
Wyślę ten komentarz do ZTM, Pani Prezydent Gronkiewicz-Waltz oraz do Stołecznej Gazety i zobaczymy czy ktoś z nich słyszał o planach wpisania Warszawy do księgi rekordów Guinnessa jako jedynej światowej stolicy, gdzie nie można wejść do kursującego metra po zakończeniu sprzedaży gazet w kioskach ruchu.
