Miesięczne archiwum: Marzec 2008

Oswojony Sándor Márai

Uważni czytelnicy bloga pewno wyłapali strzępy mojego dialogu z komentatorem Maćkiem na temat dziennika Sándora Márai. Zainspirowany przez Maćka zamówiłem ten sześćset stronicowy „Dziennik” w Merlinie. Właśnie dzisiaj, wylegując się w hotelowej wannie w Kuala Lumpur dotarłem do ostatnich kart książki. Już dawno nie miałem w rękach tak przyjemnej lektury.
Márai to pisarz emigracyjny. Większość opublikowanych notatek pochodzi z drugiej połowy jego życia, czyli z okresu, gdy mieszkał we Włoszech i Stanach Zjednoczonych. Jednak już od pierwszych stron zrozumiałem, że nie mam w rękach zapisków codziennej niedoli emigranta. „Dziennik” to felietony opisujące świat widziany oczami tego mądrego, doskonale wykształconego i dojrzałego publicysty, który pod koniec wojny zerwał swój związek z dziennikarstwem.

Oczywiście w książce jest też sporo osobistych obserwacji, czasem ocierających się o uniwersalne odczucia emigrantów. Na przykład poniższa notatka z 1956 roku:
„W Ameryce – we wszystkim, nie tylko w instytucjach, lecz także w przedmiotach, w sprzętach codziennego użytku, w całym urządzeniu tutejszego życia – istnieje coś specyficznego, opór, tajemnicza i niespodziewana, niepoznawalna inność. Prawdopodobnie w ludziach też ona istnieje.” Mimo sporej różnicy wieku i odległości miałem podobne odczucia. Márai przybył do USA mając pięćdziesiąt dwa lata, ja wylądowałem w Szwajcarii jako trzydziestolatek. Zatem zderzyliśmy się z innym krajem, w innej epoce i z innym bagażem doświadczeń życiowych. Lecz poczucie tej ulotnej inności mamy wspólne. Márai wraził je cztery lata po osiedleniu się w Stanach. Rok później przyjął obywatelstwo amerykańskie, lecz pozostał wyobcowanym Węgrem z amerykańskim paszportem. Szwajcaria, mimo bliskości geograficznej, dała mi odczuć swój opór równie mocno. Tutaj nawet instytucjonalne przejawy oswajania odbieram jako wyzwania stawiane przybyszowi. O ile Ameryka zaprasza imigranta do udziału w swoim życiu publicznym po pięciu latach, to Szwajcaria izoluje przybysza przez dwanaście lat, nim pozwoli mu poprosić o obywatelstwo i udział w wyborach do gminy, kantonu czy parlamentu federalnego. Mimo sąsiedzkiej serdeczności, czy wręcz przyjaźni, opisywanej przeze mnie przed paroma tygodniami, jest w Szwajcarii ta ulotna inność, którą opisał Márai obserwując życie Nowego Jorku.

Inny zapisek, z 1964 (czyli po dwunastu latach od przybycia do Stanów):
„Imigranci. Rozmowy są monotonne, bo najczęściej przechwalają się albo skarżą. Rzadko spotyka się wśród nich kogoś, kto stan własnej obcości pojmuje jako możliwość rozwoju – tak Goethe widział starość, która jest nie tylko osuwaniem się, lecz może być też Steigerung, spotęgowaniem.” Faktycznie poznałem takie „samochwały” oraz „pechowców”, lecz muszę przyznać, że mam szczęście utrzymywać przyjazne kontakty ze licznymi szwajcarskimi Polakami, którzy bez zadęcia realizują swoje pasje, oraz skromnie i serdecznie cieszą się małymi radościami codziennego życia.

Nie sposób zaprzeczyć ponadczasowej notatce Máraia z 1971:
„W Szwajcarii przyjemnie odbiera się porządek i czystość. Ale taki sposób życia jest już niemal muzealny, sterylny. W tej atmosferze człowiek twórczy prawdopodobnie nie otrzymuje bodźca, fermentu. (…) W czystym, pozbawionym kurzu powietrzu szwajcarskim czegoś brakuje: może Świętego Niepokoju, wiecznego ozonu.” Sam uparcie głoszę tezę, że rozwój gospodarczy w Polsce jest o niebo ciekawszy niż w Szwajcarii. W odpowiedzi dostaję kąśliwe komentarze ze strony osób, które wysoko cenią sobie spokój, bezpieczeństwo i przewidywalność. Lecz znajduję zrozumienie u tych, którzy są osobami twórczymi i szukają w życiu wyzwań. Nasza Polska jest krajem ubogim, są w niej spore – niespotykane w Szwajcarii – różnice klasowe. Lecz drugą stroną tego samego medalu są ludzkie aspiracje, pęd do edukacji oraz duch ciągłej zmiany i udoskonalania.

Na zakończenie przytoczę jeszcze jeden – bliski mi – fragment (tym razem napisany przez Máraia tuż przed wejściem w osiemdziesiątą wiosnę życia): „+Patrioci+. Istnieje tylko jeden rodzaj patriotyzmu: gdy człowiek z bezwarunkową wiernością i prawdziwym wysiłkiem dobrze wykonuje własną pracę tam, gdzie się właśnie znajduje. Skutki takiej postawy promieniują na jego ojczyznę.”

Maćku, dziękuję za polecenie tej książki. Informuję, że „Dziennik (fragmenty)” w przekładzie i opracowaniu Teresy Worowskiej wydał „Czytelnik” w 2007. Publikacja jest do nabycia m.in. w internetowej księgarni www.merlin.pl za 62,50 zł.