Miesięczne archiwum: Luty 2008

Niecodzienny taksówkarz

Wracam z trzydniowego pobytu w Polsce. Byłem porozmawiać o pracy, odwiedzić dentystę i przy okazji spędzić trochę czasu z rodzicami. W sumie sporą część wyjazdu spędziłem w podróży. To znaczy głównie w samolotach, w lotniskowych poczekalniach, w taksówkach i w warszawskim metrze.
Czy coś z tego długiego weekendu zasługuje na wspomnienie? Oczywiście mógłbym napisać wiele zdań na temat rozmów o mojej przyszłej pracy, czy o bezcennym czasie z Rodzicami. Cóż w tym ciekawego dla postronnego czytelnika? Pewno niewiele.
Chcę napisać o czymś innym. Spotkałem nietuzinkowego taksówkarza i jego historia była dla mnie inspiracją do zebrania kilku myśli.
Zacznijmy od początku, aby pokazać Wam tło sytuacji.
W czwartek wieczorem wylądowałem na Okęciu i tradycyjnie wypatrywałem w kolejce taksówek spod znaku MPT. Wśród moich przyzwyczajeń jest korzystanie z tej korporacji. Zwykle za kierownicą aut spotykam starszych, spokojnych kierowców, którzy zamiast pędzić na złamanie karku spokojnie jadą do celu dzieląc uwagę między sytuacją na drodze i rozmową z pasażerem. Być może także w MPT są postrzeleni, nieodpowiedzialni rajdowcy. Lecz z moich sporadycznych wizyt w Warszawie wyniosłem naukę, że najlepiej się czuję w autach MPT. Szukałem MPT mimo, że w samolocie moja współpasażerka oznajmiła, że ona woli zaoszczędzić i wybrać tańszą korporację. Fakt, MPT jeździ po 2,40 zł za kilometr. Cena niektórych konkurentów to 1,80 zł. Jednak lojalnie potuptałem do pierwszego auta MPT.
Nie zaskoczył mnie kierowca po pięćdziesiątce w dobrze utrzymanym, czystym samochodzie.
Lecz już po kilku minutach zdałem sobie sprawę, że jest on niezwykły. Jeśli pod tym słowem wyobrażacie sobie nieobliczalnego i niebezpiecznego typa to nic bardziej mylnego, bo jego szaleństwo wyrażało się jedynie w przekonaniu o widzeniu i czynienia dobra każdego dnia. Bardzo budujące dziwactwo.
Jechałem z nim dość daleko, ponad trzydzieści kilometrów, do domu moich przyjaciół po przeciwnej stronie metropolii.
Na mój komentarz, iż będzie to daleki kurs odparł, że cieszy się, ale nawet jakbym jechał tylko za róg lotniska to też byłby zadowolony, że może mnie zawieźć.
Nawiązała się rozmowa i usłyszałem sporo całkiem spójnych mądrości życiowych.
Ten człowiek mówił o drobiazgach, które pozytywnie zmieniają naszą codzienność. Zebrałem dla Was te mądrości wysłuchane w drodze z lotniska:
1. Dobry uczynek wpuszczony wśród ludzi idzie dalej.
Nasz mędrzec za kółkiem ma przekonanie, że jak przełamie smutek czy złość swojego pasażera i natchnie go dobrymi myślami to dobro pójdzie dalej. Tak jak w sytuacji, gdy naburmuszona pasażerka kazała się wieść na Dworzec Centralny. Po rozmowie o jej troskach i zmartwieniach wysiadła u celu podróży uśmiechnięta i pogodna. Potem jak wsiadła do pociągu to pewno była sympatyczna dla współpasażerów zamiast rozsiewać smutek i zdenerwowanie. Ci z kolei też pewno lepiej się poczuli przy serdecznej osobie i tak dobre emocje poszły dalej w Polskę.
2. Każdego dnia dostrzegać małe radości. Jak zaczyna jakiś ponury i smutny dzień to stara się dostrzec coś radosnego co nastroi go pozytywnie. Jakiegoś wesołego ptaszka za oknem lub jakąś zabawną sytuację wśród młodzieży idącej do szkoły.
3. Jak okazać ludziom serdeczne zainteresowanie to ukazują wewnętrzne dobro. Bowiem jego zdaniem nie zdarzyło mu się mieć za pasażera złego człowieka. Każdy, kto wsiadał z maską złości i agresji w końcu okazywał się człowiekiem chcącym serdecznie porozmawiać.
4. Dojrzeć w oczach staruszków blask życia i mądrości. Jak wsiadają do jego taksówki osoby starsze to on stara się im wejrzeć w oczy i wyciągnąć na rozmowę o życiu i wydobyć z nich mądrość życiową, która przychodzi wraz z jesienią życia.
5. Wzmacniać w dzieciach przyjaźń i miłość rodziców. Tak wobec swojej trójki dzieci, jak i wobec obcych dzieci które wozi w taksówce stara się przekazywać rady życiowe stawiając się w roli ich przyjaciela, a nie zwierzchnika. Szczególnie zaleca pokazywanie miłości rodzicom, bo sam już nie ma rodziców i wie jaki to brak jak już odejdą.
6. Cieszyć się obecnym stanem posiadania mimo nigdy niezaspokojonego pragnienia posiadania. Jak ktoś go pyta jak mu idzie to mówi, że doskonale. Jak pytają o pieniądze to mówi, że ma ich tyle ile tylko potrzebuje. Lecz przyznaje, że zawsze jest coś co chętnie by kupił, lecz go stać. Jednak cieszy się tym co ma i więcej nie musi mieć, żeby być szczęśliwym.

Spotkałem tego niecodziennego taksówkarza na samym początku wizyty w kraju. Natchnął mnie swoim dobrym podejściem do innych. Dobrze i spokojnie upłynęły mi kolejne dni.
Może chwila refleksji nad pomysłami dobrodusznego taksówkarza będzie także dla Was inspiracją do wlania w Wasze otoczenie dobrego ducha.

Polska widziana ze Szwajcarii

Jak widzimy Polskę z perspektywy naszych okazjonalnych wyjazdów na Święta czy na urlop? Pomyślałem, że warto Wam przybliżyć te obserwacje. Wynikają one z porównania życia w Szwajcarii i w Polsce. Pewno osoby z USA, Irlandii, Wielkiej Brytanii czy RFN podkreślałyby inne aspekty życia.

Zacznijmy od jaśniejszej strony. W Polsce można niemal wszystko naprawić i zwykle za niewygórowaną cenę. Myślę, że ma to związek z tymi dziesiątkami lat, gdy grzebanie się w domowych starociach i przywracanie ich do życia było jedynym wyjściem. Ja tych polskich naprawiaczy bardzo lubię. Szwajcaria wydaje się być pogrążona w cywilizacji produktów jednorazowego użytku. Naprawianie ekspresu do kawy czy żelazka często mija się z celem. Zwykle koszty naprawy są porównywalne z wartością urządzenia. Co więcej, za samo oszacowanie kosztów naprawy trzeba zwykle zapłacić kilkadziesiąt franków (które w przypadku zlecenia naprawy są anulowane, ale jeśli chcemy się tylko zorientować czy opłaci się naprawa to zapłacimy za „ekspertyzę”).

Innym miłym aspektem polskiego życia jest – u przyzwoitych lekarzy – przewaga zdrowego rozsądku nad schematycznym i biernym podejściem do rozwiązywania problemów. Począwszy od lekarzy rodzinnych, aż po stomatologów. W tym kontekście przytoczę opowieść o kilkuletniej dziewczynce, która bała się dentysty, więc skutecznie organizowała awantury, które przerastały każdego szwajcarskiego dentystę. Mówili:”Skoro dziecko nie chce to lepiej zostawić, aby nie miało psychicznego urazu do dentysty.” Po kilku nieudanych podejściach szwajcarski stomatolog zaproponował , żeby zrobić plombę pod znieczuleniem ogólnym. Harda dziewczynka skutecznie grała dentystom na nosie! Polsce trafiła kosa na kamień. Dentysta widząc, że dziecko urządza awanturę, powiedział, że nie ma wyjścia, bo ząb będzie wyleczony tego samego dnia i ona nie wyjdzie z przychodni dopóki nie skończą z zębem. Jednak nic nie będziemy robili na siłę i ona sama musi dać sobie założyć plombę. Tata ma jechać do domu, a ona sama posiedzi w poczekalni i jak się zdecyduje to dzwonimy po tatę i robimy zęba. Wizja samotnego siedzenia w poczekalni i świadomość, że leczenie jest nieuniknione zrobiły swoje. Dziewczynka poprosiła, żeby tata nigdzie nie jechał, bo ona od razu da sobie zrobić zęba. No i dentysta założył jej plombę! Oj jak mi brakuje takich lekarzy w Szwajcarii!

Jednak bardzo ciekawe podsumowanie polskich obserwacji znalazłem spisane przez użytkownika andrzej na stronie http://forum.polacy.ch. Zamiast silić się na swoje sformułowania przytoczę dokładnie to co on napisał, bo większość z tych stwierdzeń jest bardzo bliska temu co sam widzę :
1. Wszyscy gdzies pedza poczawszy od porannego wyjscia po bulke z kefirem skonczywszy na powrocie do domu z pracy. – az zaczalem sie zastanawiac co ze mna jest nie tak? Dlaczego mi sie nigdzie niespieszy ?
2. Jazda samochodem to przezycie samo w sobie . Pierwszego dnia mojego pobytu zatrzymalem sie aby przepuscic pieszych i gdyby nie refleks pieszych ( widac trening) to zostaliby rozjechani przez samochod ,ktory chcial mnie wyminac !!! Od tego momentu powiedzialem sobie „o nie ” zadengo przepuszczania pieszych jeszcze ktos przez ze mnie zginie . Smile
3. poranna jazda samochodem w korkach to tak negatywnie laduje ludzi ,ze wlasciwa od samego pocztaku dzien jest stracony a potem ten powrot do domu i nic dziwnego ze zupa wydaje sie byc przesolona .
4. Chec posiadania – wiekszosc moich znajomych zajeta jest gromadzniem dobr – nowe mieszkanie , samochod , TV 70 calowy itp . I wlasciwie wszyscy tylko sie napedzaja . ( ale moze ja mam tylko takich znajomych)
5. Dynamizm – w tym tempie zycia jest jakas radosc , energia wlasciwie jakby pracujace serce bylo na zewnatrz organizmu. To jest bardzo imponujace. „Moja” wioska Zurych to jakby stala w miejscu.
6. Balagan i brud – kiedys mi to zupelnie nie przeszkadzalo Smile
7. Odpolitycznienie – moje pokolenie trzydziestoaltkow olalo politykow i nie interesuje ich kto byl TW i czy kolejny „uklad” wykryto . Troche sie wstydza gdy widza takich nowych szefow NBP ale przywykli i zlewaja to . W sumie slusznie , jak ktos przytomnie powiedzial – za dziesiec lat moherow bedzie mniej to zacznie sie cos zmieniac na plus.
8. Uslugi i pracowitosc – poza problemem z terminowoscia to wlasciwie mozna wszystko a nie ze nie da sie , nie w tym tygodniu itd. Dlatego Polska daleko zajdzie .
9. Mozna narzekac na szwajcarska wstrzemiezliwosc ale polska ostentacyjan nierzyczliwosc czy to w urzedach na przystanku w tramwaju naprawde moze byc dolujaca.