<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<!-- generator="wordpress/2.3" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>swojak.info</title>
	<link>http://blog.swojak.info</link>
	<description>notatnik szczęśliwego człowieka</description>
	<pubDate>Wed, 08 Sep 2010 16:30:07 +0000</pubDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.3</generator>
	<language>en</language>
			<item>
		<title>Na wycieczce u Wielkiego Brata.</title>
		<link>http://blog.swojak.info/?p=133</link>
		<comments>http://blog.swojak.info/?p=133#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 08 Sep 2010 16:30:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Swojak</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Co ja tu robię?]]></category>

		<category><![CDATA[Fajną rzecz zobaczyłem]]></category>

		<category><![CDATA[Oni]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.swojak.info/?p=133</guid>
		<description><![CDATA[Jestem w Stanach Zjednoczonych.
Byłem tu też w maju, gdy w Nowym Jorku przesiadałem się do San Juan.
Wtedy uderzyło mnie długie czekanie na odprawę paszportową. Kilkadziesiąt minut stania w kolejce, aby dostać pieczątkę było czymś wyjątkowym. Chiny, Rosja czy Indie dużo szybciej wpuszczały mnie na swoją dobrze chronioną ziemię.
Jednak odczekałem co miałem odczekać. Na uszach miałem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jestem w Stanach Zjednoczonych.<br />
Byłem tu też w maju, gdy w Nowym Jorku przesiadałem się do San Juan.<br />
Wtedy uderzyło mnie długie czekanie na odprawę paszportową. Kilkadziesiąt minut stania w kolejce, aby dostać pieczątkę było czymś wyjątkowym. Chiny, Rosja czy Indie dużo szybciej wpuszczały mnie na swoją dobrze chronioną ziemię.<br />
Jednak odczekałem co miałem odczekać. Na uszach miałem słuchawki z audiobookiem, czy z muzyką i dzięki temu szybciej zleciała kolejka do urzędnika.<br />
Teraz, po czterech miesiącach, było ostrzej. Jeszcze na pokładzie samolotu lądującego w Charlotte zapowiedziano, że w poczekalni paszportowej zabrania się korzystania z telefonów, czyli jak zrozumiałem chodziło o rozmowy przez komórkę. Dołączając do olbrzymiej kolejki, wyciszyłem komórkę i planowałem wysłać smsa, a potem sprawdzać emaile. Po chwili usłyszałem głos policjatki, która srogo ogłaszała, że telefony mają być wyłączone. Jeden ze współpasażerów miał przy uchu telefon i dość szybko dostał za to reprymendę. Po chwili policjatka, przechadzająca się wzdłuż kolejki, wyłowiła człowieka ze słuchawkami na uszach. Tym razem wykrzyknęła, że wszelkie urządzenia elektroniczne mają być wyłączone. Dałem spokój moim pomysłom pisania smsów. Wyłączyłem obydwie komórki, które miałem w kieszeniach.<br />
Okropne powitanie w Stanach Zjednoczonych osłodził wesołkowaty celnik, który znał kilka zwrotów po polsku. W serdecznej atmosferze wprowadzlił do bazy danych wielkiego brata linie papilarne moich dziesięciu palców i cyfrową fotografię mojej twarzy.<br />
Potem, gdy siedziałem w poczekalni lotniska przed kolejnym lotem, zauważyłem nową formułę komunikatów wzywających do obywatelskiej czujności. Antyterrorystyczna histeria już mnie przyzwyczaiła do lotniskowych komunikatów nawołujących do czujności względem wszelkiego bagażu. Teraz doszło jeszcze wezwanie do powiadomienia władz o wszelkim nietypowym zachowaniu innych obywateli.<br />
Wygląda jakby Ameryka była w stanie wojny i stosowała wyjątkowe metody ochrony przed wrogiem. W sumie to nie wiem czy oni sami jeszcze kojarzą z kim walczą, albo kto nastaje na ich dobrobyt i demokrację. Lecz to już amerykańskie zmartwienie.<br />
Na mój gust Amerykanie popadają w coraz większe poczucie zagrożenia. Jako, że strach ma wielkie oczy, to być może w końcu faktycznie zobaczą coś przerażającego i zareagują z siłą niewspółmierną do sytuacji.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.swojak.info/?feed=rss2&amp;p=133</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Kura czy jajo?</title>
		<link>http://blog.swojak.info/?p=132</link>
		<comments>http://blog.swojak.info/?p=132#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 01 Sep 2010 17:15:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Swojak</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Fajną rzecz zobaczyłem]]></category>

		<category><![CDATA[Holistycznie, czyli na całość]]></category>

		<category><![CDATA[Karmienie ducha]]></category>

		<category><![CDATA[Ogólnologia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.swojak.info/?p=132</guid>
		<description><![CDATA[Ostatnio wpadła w moje ręce książka Willigisa Jaegera &#8220;Fala jest morzem&#8221;. Znalazłem tam sporo inspiracji do przemyśleń.
Podzielę się z Wami krótkim fragmentem, gdzie autor dywaguje w okolicach nauk przyrodniczych.
Wcześniej byliśmy zdania, że ciało z biegiem czasu rozwinęło ducha. Inteligencja miała być funkcją mózgu i systemu nerwowego. Teraz wiemy, że rzecz ma się dokładnie odwrotnie. „Niematerialny [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ostatnio wpadła w moje ręce książka Willigisa Jaegera &#8220;Fala jest morzem&#8221;. Znalazłem tam sporo inspiracji do przemyśleń.<br />
Podzielę się z Wami krótkim fragmentem, gdzie autor dywaguje w okolicach nauk przyrodniczych.</p>
<p><em>Wcześniej byliśmy zdania, że ciało z biegiem czasu rozwinęło ducha. Inteligencja miała być funkcją mózgu i systemu nerwowego. Teraz wiemy, że rzecz ma się dokładnie odwrotnie. „Niematerialny duch porusza mózg&#8221; powiada John Eccles, badacz mózgu i noblista. Dowiódł on, że to nasze myśli i nasza wola uaktywniają neuroproteiny w mózgu. Że procesy duchowe obrazują się materialnie, a nie są funkcjami procesów biochemiczno-materialnych. Jeśli pojawia się myśl, uczucie lub życzenie, to ich energia przekształca się w naszym mózgu w molekułę. Innymi słowy, energia intelektualna i emocjonalna materializuje się w postaci neuroprotein. Są one niejako kluczami, które szukają swoich zamków. Jeśli znajdą w jakieś komórce pasującą dziurkę, to komórka ta przyjmuje wiadomość, którą przynoszą. Ten proces toczy się nie tylko w naszym mózgu, lecz przenika całe ciało. Każda komórka ciała komunikuje się z innymi komórkami. W każdej komórce manifestuje się myślący duch.</em></p>
<p>Zostawiam Was z tym tekstem i serdecznie pozdrawiam.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.swojak.info/?feed=rss2&amp;p=132</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Bankierzenie petenta.</title>
		<link>http://blog.swojak.info/?p=131</link>
		<comments>http://blog.swojak.info/?p=131#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 25 Aug 2010 16:30:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Swojak</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Co ja tu robię?]]></category>

		<category><![CDATA[Ogólnologia]]></category>

		<category><![CDATA[Polska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.swojak.info/?p=131</guid>
		<description><![CDATA[Dzisiaj poględzę o tym dlaczego uważam, że poziom obsługi klienta w bankach jest fatalny, a na rynku jest wybór między kiepskim i gorszym.
Temat został zainicjowany przez to, że kupiliśmy dom. Jedną dziesiątą ceny wyłożyliśmy z własnej kieszeni, reszta to kredyt. Czyli w zasadzie przeszliśmy na wynajmowanie domu od banku.
Mając doświadczenie tuzina lat w marketingu i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dzisiaj poględzę o tym dlaczego uważam, że poziom obsługi klienta w bankach jest fatalny, a na rynku jest wybór między kiepskim i gorszym.<br />
Temat został zainicjowany przez to, że kupiliśmy dom. Jedną dziesiątą ceny wyłożyliśmy z własnej kieszeni, reszta to kredyt. Czyli w zasadzie przeszliśmy na wynajmowanie domu od banku.<br />
Mając doświadczenie tuzina lat w marketingu i obsłudze klienta, patrzę na instytucje finansowe pod kątem tego jak i jakie produkty sprzedają.</p>
<p style="text-align: center"><img src="http://blog.swojak.info/jpg/bank.jpg" height="390" width="287" /></p>
<p>Załatwiając kredyt hipoteczny odnosiłem wrażenie, że byłem jedyną osobą w tym systemie, która postrzegała sytuację jak zakup produktu bankowego. Moje przekonanie, że jestem klientem zakupującym drogi produkt, było skutecznie torpedowane działaniami przedstawicieli banków. Słowami i czynami pokazywali, że ich instytucja przejawia wspaniałomyślny gest udzielenia mi dóbr, o które zabiegam i nie ma tu sprzedaży, ani budowania relacji. Na przykład moje pytania o motywy takich lub innych zapisów w projekcie umowy słyszałem, że skoro bank „udziela” kredytu to się zabezpiecza. <strong>Słowa „udziela”, „przyznaje” lub „pozytywnie rozpatruje” były często na ustach pracowników banków. Nie słyszałem natomiast o „proponuje”, „nawiązuje współpracę”, ani nawet „sprzedaje”.</strong><br />
Wróćmy do fundamentów tej sytuacji.<br />
Umawiając się z bankiem na kredyt, powiedzmy 500 tysięcy złotych (to przykładowe dane, inne niż w moim przypadku), oddamy w ciągu trzydziestu lat mniej więcej 966 tysięcy złotych. Czyli upraszczając, te 466 tysięcy różnicy między tym co pożyczamy, a tym co oddamy, idzie do banku. Czyli średnio, co roku, przykładowy klient dokłada ponad 15 tysięcy złotych do budżetu swojego nowego usługodawcy, czyli banku. To dość przyzwoita rekompensata dla firmy oferującej kredyty. Oczywiście bank, jak każda firma, ponosi koszty, aby dostarczyć swój produkt. Nawet dając wiarę temu, że bank poniósł spore koszty pozyskując dla klienta pieniądze, to jednak spora kwota z tzw. odsetek jest czystym strumieniem dochodów pozwalających na utrzymanie organizacji i zatrudnionych w niej osób.<br />
<strong>Zatem skoro będę zapewniał zatrudnienie i rozwój w wybranym przeze mnie banku, to spodziewałem się dużego zadowolenia, graniczącego z wdzięcznością, ze strony pracowników, którzy doprowadzą do szczęśliwego końca dostarczenie mi kredytu hipotecznego.</strong><br />
Jako minimum zakładałem zbudowanie partnerskiej relacji między mną i bankiem. Pierwsze kontakty z bankami zburzyły mój paradygmat. Byłem petentem. Relacja rozpoczynała się od lodowatego prysznica, który miał spłukać z mojej głowy słowo partner i ubrać mnie w koszulkę z napisem „petent”. Dotyczy to tak samo Deutsche Bank, DnB Nord, Nordea, mBank  czy Millennium, z którymi miałem do czynienia. Sądzę, że to samo mógłbym powiedzieć o tuzinie innych banków, gdyby los rzucił mnie w ich progi.<br />
Mimo ogromnych kosztów, interesował mnie zakup kredytu hipotecznego. Czyli produkt wydał mi się atrakcyjny. Ostatecznie kupiłem kredyt w DnB Nord. Bynajmniej nie polecam tego banku. Jest równie kiepski jak konkurenci.<br />
Oszczędzę Wam szczegółów potwierdzania kilka razy tych samych danych i dostarczania masy zaświadczeń na etapie składania wniosku kredytowego. Ten kto to przeszedł, wie o czym piszę. Ten kto tego uniknął, niewiele mądrości wyniesie ze znajomości tych uciążliwych procedur.<br />
Powiem tylko, że poziom bezosobowo-biurokratycznego podejścia DnB Nord i brak liczenia się z potrzebami klienta był dla mnie szokujący. Schematyczność i brak zdrowego rozsądku w Deutsche Bank zniechęciła mnie do dalszych rozmów z tą firmą. Zaś bałagan i niefrasobliwość w mBanku dały mi do myślenia nad ograniczeniem usług, z których u nich korzystam.</p>
<p>Kiedyś czytałem, felieton ekonomisty, który mówił o potrzebie stworzenia w Polsce warunków do rozwoju nowego modelu usług finansowych.<strong> Miał na myśli rodzaj kas, gdzie jedni deponują środki, a inni korzystają z kredytów popartych lokalnymi więziami, zaufaniem, wzajemnym szacunkiem i wspólnym interesem wszystkich zaangażowanych osób. </strong>Zaczynam rozumieć co miał na myśli.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.swojak.info/?feed=rss2&amp;p=131</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Afrykańska kolebka.</title>
		<link>http://blog.swojak.info/?p=130</link>
		<comments>http://blog.swojak.info/?p=130#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 18 Aug 2010 16:30:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Swojak</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Co ja tu robię?]]></category>

		<category><![CDATA[Oni]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.swojak.info/?p=130</guid>
		<description><![CDATA[Południwoafrykańscy naukowcy są przekonani, że ludzkość ma swoje początki w okolicach Johannesburga. Co do tych początków to zdania są podzielone, ale bez wątpienia cały współczesny świat jest w RPA.
Na niedzielnym pchlim targu, w johannesrburskiej dzielnicy Rosebank, jest jak na południowoafrykańskiej fladze, spotyka się barwny koloryt kultur i ras.

Jak przystało na miłośnika starych zegarków, znalazłem stragan [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Południwoafrykańscy naukowcy są przekonani, że ludzkość ma swoje początki w okolicach Johannesburga. Co do tych początków to zdania są podzielone, ale bez wątpienia cały współczesny świat jest w RPA.<br />
Na niedzielnym pchlim targu, w johannesrburskiej dzielnicy Rosebank, jest jak na południowoafrykańskiej fladze, spotyka się barwny koloryt kultur i ras.</p>
<p style="text-align: center"><img src="http://blog.swojak.info/jpg/kolebka.jpg" height="360" width="480" /></p>
<p>Jak przystało na miłośnika starych zegarków, znalazłem stragan z czasomierzami. Wypatrzyłem czterdziestoletnią, szwajcarską, pozłacaną Cymę. Właściciel kolekcji to Egipcjanin, który skupuje zegarki na kilogramy. Obok chińskich podróbek miał oryginalne stare zegarki. Właśnie skończył przykręcać dekiel Cymy po prezentacji mechanizmu, gdy przyszedł elegancki Żyd w jarmułce i serdecznie przywitał Araba. Zrobiło się z nas dość ciekawe konsylium znawców zegarków: Arab, Żyd i Polak. Pogadaliśmy o szwajcarskich zegarmistrzach, a potem starozakonny pochwalił się  japońskim Seiko 5, którego niegdyś kupił u naszego wspólnego znajomego z Egiptu.</p>
<p>Kilkanaście metrów od nas, rdzenni Afrykańczycy pomalowani i wymyślnie przebrani tańczyli swój taniec.</p>
<p>Po przeciwnej stronie placu sprzedawca zachwalał polskie kiełbasy, a kawałek dalej był spory stół z naszymi wypiekami, z makowcem na czele. Sprzedawała je melancholijna Bułgarka zatrudniona przez polską ciastkarkę.</p>
<p>Nieco dalej na kilku stołach, i w przenośnych biblioteczkach, spoczywały dziesiątki książek, głównie o samorozwoju, psychologii i duchowości.<br />
Tydzień wcześniej kupiłem tu kilka pozycji. Sprzedawał je czarnoskóry intelektualista w gustownie skrojonym garniturze. Ucięliśmy sobie pogawędkę. Dopytał mnie o nazwę naszej podwarszawskiej wioski, potem wymieniliśmy opowieści o znaczeniu naszych imion.</p>
<p>Imiona chyba są ważnym tematem dla Afrykańczyków. Kilkakrotnie zdarzyło mi się odpowiadać na pytanie o znaczenie mojego imienia.</p>
<p>W niedzielny wieczór odwiedziłem znajomych Chorwatów, którzy z Belgradu uciekli do Johannesburga, gdy z dnia na dzień okazali się wrogami okolicznych Serbów.<br />
Wkrótce na podwieczorku pojawili się ich przyjaciele. Także emigranci z Jugosławii. Myślałem, że to Chorwaci. Myliłem się, to byli Serbowie, jak niemal wszyscy znajomi gospodarzy.</p>
<p>Południowa Afryka połączyła Żydów z Arabami, Chorwatów z Serbami i odrobinę połączyła czarnych z białymi.<br />
Lecz to ostatnia para ma dość luźne związki. W biurze słyszałem jak murzyńska koleżanka powiedziała białemu koledze, że on to ma szanse na stanowisko dyrektorskie, bo ma właściwy kolor skóry.<br />
Zresztą, jak gorzko żartował dziennikarz opisujący mistrzostwa piłkarskie: patrząc na trybuny możnaby pomyśleć, że RPA to głównie biali i hindusi. W rzeczywistości wynikało to z faktu, że na bilety było stać tych, którzy mają pieniądze, a u czarnych z pieniędzmi krucho.<br />
Aż dziwne, że miejsca nie były wypełnione Chińczykami. Kilka osób związanych z afrykańskimi kopalniami mówiło mi, że pieniądze azjatyckiego tygrysa coraz bardziej dominują wydobycie wszelkich minerałów na całym kontynencie.</p>
<p>Podczas pobytu w RPA zwiedzałem muzeum nazwane kolebką ludzkości. Były tam szczątki sprzed dwóch milionów lat, które być może należały do przodków człowieka.<br />
Tutejsi naukowcy twierdzą, że praczłowiek przewędrował Afrykę i poszedł dalej docierając wszędzie, łącznie z Azją.<br />
Jeśli to prawda to historia zatoczyła koło. Bo teraz Azjaci odbywają wędrówkę do Afryki coraz wyraźniej opanowując wiele tutejszych regionów mniej lub bardziej dyskretnym zdobywaniem wpływu na tutejsze firmy i rządy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.swojak.info/?feed=rss2&amp;p=130</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Słońce afryki.</title>
		<link>http://blog.swojak.info/?p=129</link>
		<comments>http://blog.swojak.info/?p=129#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 11 Aug 2010 16:30:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Swojak</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Co ja tu robię?]]></category>

		<category><![CDATA[Karmienie ducha]]></category>

		<category><![CDATA[Ogólnologia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.swojak.info/?p=129</guid>
		<description><![CDATA[Podczas realizacji południowoafrykańskiego projektu mieszkam w jednym z najspokojniejszych miejsc w Johannesburgu. Jednak poranny jogging przypomina bieg wzdłuż ściany zakładu karnego. Ulica po ulicy widzę wysokie mury, a nad nimi druty kolczaste i przewody pod prądem. Na płotach tabliczki z informacją, że ochronę zapewnia firma, która na problemy odpowiada ogniem.
Zresztą także z zaleceń jakie rządy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Podczas realizacji południowoafrykańskiego projektu mieszkam w jednym z najspokojniejszych miejsc w Johannesburgu. Jednak poranny jogging przypomina bieg wzdłuż ściany zakładu karnego. Ulica po ulicy widzę wysokie mury, a nad nimi druty kolczaste i przewody pod prądem. Na płotach tabliczki z informacją, że ochronę zapewnia firma, która na problemy odpowiada ogniem.</p>
<p>Zresztą także z zaleceń jakie rządy krajów zachodnich publikują dla swoich obywateli wynika, że w RPA jest niebezpiecznie. Brutalne napady, włamania do domów, gwałty, porwania, niejednokrotnie kończą się śmiertelnie.</p>
<p>Oczywiście, jak wszędzie na świecie, większość przestępstw ma miejsce w osiedlach czy dzielnicach o złej sławie. W RPA są nimi dzielnice, a zasadzie całe miasteczka, na obrzeżach miast. Tam nie ma niemal niczego. W domkach wielkości jednego dużego pokoju żyją biedne murzyńskie rodziny. W takich osadach i ich sąsiedztwie bywa nieprzyjemnie.</p>
<p>Znajomy opowiadał, że jego krewni mieszkali na farmie w okolicach Johannesburga. Piękna okolica, dobrze im się żyło. Aż kilka lat temu kilometr od nich powstało osiedle takich jednoizbowych domków. Zaczęły się nagminne kradzieże. Z budynków gospodarczych rozkradano narzędzia. Mieli też włamania do domu. Odechciało im się mieszkania na wsi. Sprzedali dom. Nowy właściciel też długo tam nie pomieszkał. Podczas włamania został postrzelony przez złodziei. Przeżył, ale opuścił malowniczą farmę, która ponoć teraz stoi opustoszała.</p>
<p>Tutejsza rzeczywistość jest bez porównania groźniejsza niż w Polsce. Wzmożona ostrożność i ocieranie się o niebezpieczeństwo jest tu codziennością. Podczas dzisiejszego lunchu koleżanka odebrała telefon z domu z informacją, że przed chwilą w ich dzielnicy była strzelanina i zginęły trzy osoby. Inni zapytali jaka to okolica i przeszli nad tym do porządku dziennego. Taka wiadomość zabrzmiała dla nich powszednio.<br />
<img src="http://swojak.info/blog/jpg/RPA.jpg" /><br />
<em>foto: Clive Mason</em></p>
<p>Jednocześnie pouczające i budujące jest dla mnie to, że mieszkańcy miasta są dla siebie serdeczni. Ci których  tu spotykam uśmiechają się nieporównanie częściej niż w Polsce. Jazda samochodem jest w miarę spokojna, ludzie pomagają włączyć się do ruchu, zjeżdżają na boczny pas, aby ułatwić wyprzedzanie itp. W sklepach, restauracjach, na bazarze czy w kinie zagadywały do mnie obce osoby. Sprzedawcy zwykle zamieniali ze mną kilka zdań. To takie drobiazgi, które po zsumowaniu sprawiają, że tutejsze życie jest dość spokojne i harmonijne.</p>
<p>Myślę, że gdybyśmy w Polsce rozluźnili nasze spięte twarze, uśmiechali się do obcych, z którymi skrzyżowaliśmy wzrok i z życzliwością spoglądali na przygodnie napotkanych ludzi to sprawilibyśmy, że nasza codzienność byłaby dużo lżejsza i spokojniejsza.</p>
<p>Moim zdaniem dobre relacje międzyludzkie są możliwe wszędzie. Bez względu na poziom zagrożenia, trudności w zdobyciu środków do życia, czy różnice między klasami społecznymi.</p>
<p>Dobre życie zaczyna się od środka, od woli każdego z nas, aby sprawić, że codziennie zaświeci słońce, nawet w bardzo zachmurzony dzień.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.swojak.info/?feed=rss2&amp;p=129</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>W ciszy zen u Jezuity.</title>
		<link>http://blog.swojak.info/?p=128</link>
		<comments>http://blog.swojak.info/?p=128#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 04 Aug 2010 16:30:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Swojak</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Fajną rzecz zobaczyłem]]></category>

		<category><![CDATA[Holistycznie, czyli na całość]]></category>

		<category><![CDATA[Karmienie ducha]]></category>

		<category><![CDATA[Szwajcaria]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.swojak.info/?p=128</guid>
		<description><![CDATA[O szóstej rano w całym budynku słychać dźwięk dzwonków. Wstaję, żeby zdąrzyć się wykąpać i ogolić przed zaczynającą się za pół godziny &#8220;zazen&#8221;, czyli dwudziestopięciominutową medytacją. Po &#8220;zazen&#8221; jest kilkuminutowy spacer &#8220;kinhin&#8221; - miarowy, powolny marsz wokół sali medytacyjnej. Potem kolejne siedzenie &#8220;zazen&#8221;, znowu &#8220;kinhin&#8221;, następnie trzeci raz &#8220;zazen&#8221; i czas na śniadanie.
Tak wygląda początek [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>O szóstej rano w całym budynku słychać dźwięk dzwonków. Wstaję, żeby zdąrzyć się wykąpać i ogolić przed zaczynającą się za pół godziny &#8220;zazen&#8221;, czyli dwudziestopięciominutową medytacją. Po &#8220;zazen&#8221; jest kilkuminutowy spacer &#8220;kinhin&#8221; - miarowy, powolny marsz wokół sali medytacyjnej. Potem kolejne siedzenie &#8220;zazen&#8221;, znowu &#8220;kinhin&#8221;, następnie trzeci raz &#8220;zazen&#8221; i czas na śniadanie.</p>
<p>Tak wygląda początek każdego z czterech dni warsztatów Zen Sesshin prowadzonego przez Ama Samy w Fluëli-Ranft w szwajcarskich Alpach, w rodzinnej wiosce piętnastowiecznego pustelnika i patrona Helwetów nazywanego tu Bruder Klaus.</p>
<p>Grupa liczy prawie pięćdziesiąt osób. Z rejestracji samochodów domyślam się, że są to głównie Niemcy i Szwajcarzy. Przez całą dobę obowiązuje milczenie, więc szczegóły na temat współuczestników pozostają w sferze domysłów.</p>
<p>Zatem w milczeniu jemy, pijemy herbatę i pracujemy - tzn. po śniadaniu mamy trzy kwadranse &#8220;samu&#8221;, czyli pracy na rzecz domu, gdzie nocujemy.</p>
<p>Oczywiście głównym elementem każdego dnia są medytacje, jest ich w sumie trzynaście.</p>
<p>Jestem jednym z najmłodszych uczestników. Dominują pięćdziesięciolatkowie. Sporo też osób wyglądających na rówieśników naszego mistrza, który kilka lat temu skończył siedemdziesiąt lat.</p>
<p style="text-align: center"><img src="http://blog.swojak.info/jpg/Ama_Samy.jpg" /></p>
<p><em>foto: Meath Conlan of DiverseJourneys.com</em></p>
<p>Ojciec Ama Samy jest człowiekiem pełnym życia i serdeczności.</p>
<p>Miałem okazję przekonać się o tym, podczas krótkiej rozmowy, na jaką niechcący wybrałem się pierwszego dnia medytacji.</p>
<p>Otóż siedziałem podczas porannego &#8220;zazen&#8221;, gdy ktoś dotknął mojego ramienia. Obok stał jakiś doświadczony uczestnik w czarnym stroju do medytacji. Miał  śmiertelnie poważną minę.</p>
<p>Nigdy nie byłem na warsztatach &#8220;sesshin&#8221;, a rytuały zen były mi obce.</p>
<p>Nie miałem pojęcia o co chodzi. Z opresji wyrwał mnie inny uczestnik, który zabrał mnie na korytarz i wyjaśnił sytuację.</p>
<p>Otóż jest możliwość indywidualnej rozmowy z Mistrzem Samy. Każdy zainteresowany wysuwa spod swojej maty margines książeczki z tekstami i jest to znak dla organizujących spotkania.</p>
<p>Jak się domyślacie moja książeczka była wysunięta tylko dlatego, aby było mi po nią łatwo sięgać.</p>
<p>Dobrze się złożylo, bo dzięki temu znalazłem się w pokoiku mistrza. Przedstawiłem się i zgodnie z prawdą oznajmiłem, że wygooglałem te warsztaty. Zaś zaintrygowało i przyciągnęło mnie to, że Samy jest jezuitą uczącym zen. Podpytał mnie o medytację. Gdy powiedziałem o naszej podwarszawskiej grupie World Community of Christian Medytation WCCM to o. Samy z ożywieniem wspomniał Johna Maina (założyciela WCCM) i Laurenca Freemana (obecnego szefa WCCM).</p>
<p>Mistrz zasugerował, abym przeczytał jego książkę to zobaczę, co on tutaj wyrabia. Na tym zakończyła się ta nieplanowana audiencja.</p>
<p>Potem, podczas wieczornej konferencji &#8220;teisho&#8221;, Mistrz opowiadał o rozmaitych formach medytacji i kontemplacji podając m.in. przykład naszej grupy w Polsce.</p>
<p>Idąc za radą Mistrza, odnalazłem w czytelni jego książki.</p>
<p>Inny uczestnik, którego wyrwałem z obowiązującej ciszy, poradził starszą książkę Ama Samy, która była ponoć ciekawsza od najnowszej.</p>
<p>Wziąłem się za obydwie publikacje. Tzn. w poobiedniej przerwie zabrałem je do ręki i szedłem poczytać w swoim pokoju.</p>
<p>Na schodach złapała mnie organizatorka warsztatów i stanowczo oznajmiła, że starsza książka Mistrza jest jej własnością i nie chce jej stracić.</p>
<p>Starałem się Szwajcarkę udobruchać przyrzekając, że po przeczytaniu oddam. Jej sroga mina skłoniła mnie do zmiany planów. Zamiast w pokoju przekartkowałem książkę na fotelu w czytelni. Uznałem, że bezpieczniej dla mnie jak drogocenny wolumen będzie cały czas na widoku publicznym.</p>
<p>Po jakimś czasie, niedaleko mnie usiadł Mistrz i czytał jakieś czasopismo. Oznajmiłem radośnie, że zdobyłem jego książki i czytam jedną z nich. Samy uśmiechnął się, machną ręką i mruknął coś o tym, że to stara publikacja.</p>
<p>Mimo to dobrnąłem do końca, a potem z namaszczeniem odłożyłem ją na stolik z drukowanymi relikwiami.</p>
<p>Natomiast nowszą książkę mam na własność zapłaciwszy za nią sześć euro do czytelnianej puszki.</p>
<p>Publikacja jest zbiorem kilkunastu wykładów i artykułów z ostatniej dekady. Faktycznie wyjaśnia to co ojciec Ama Samy robi. Otóż każdego roku opuszcza Indie i prowadzoną tam szkołę Zen Bodhi Zendo, aby nauczać zen w Europie. Jego zdaniem Chrześcijanie mogą odkryć głębię swojego chrześcijaństwa, dzięki praktykom zen.</p>
<p>Wygląda to dla mnie na jeden ze sposobów na budowanie mostów między Wschodem i Zachodem. Temat to dla mnie intersujący i cieszę się, że mogłem połączyć kilka dni wyciszenia z poznaniem Ama Samy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.swojak.info/?feed=rss2&amp;p=128</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Zdalny Swojak.</title>
		<link>http://blog.swojak.info/?p=127</link>
		<comments>http://blog.swojak.info/?p=127#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 28 Jul 2010 16:30:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Swojak</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Fajną rzecz zobaczyłem]]></category>

		<category><![CDATA[Holistycznie, czyli na całość]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.swojak.info/?p=127</guid>
		<description><![CDATA[Jak co środę publikuję kilka zdań o tym co dla mnie ważne w tym  tygodniu.
Tym razem jest to nietypowy wpis, bo w momencie ukazania  się tekstu w sieci, jestem daleko od komputerów i daleko od internetu.  Niniejsze słowa przygotowałem kilka dni temu, jeszcze przed wyjazdem z  domu.
Jeśli to co zaplanowane na [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jak co środę publikuję kilka zdań o tym co dla mnie ważne w tym  tygodniu.<br />
Tym razem jest to nietypowy wpis, bo w momencie ukazania  się tekstu w sieci, jestem daleko od komputerów i daleko od internetu.  Niniejsze słowa przygotowałem kilka dni temu, jeszcze przed wyjazdem z  domu.</p>
<p>Jeśli to co zaplanowane na bieżący tydzień poszło zgodnie z  programem, to jestem teraz w szwajcarskiej wiosce Flüeli-Ranft i  medytuję pod okiem <a href="http://www.bodhizendo.org/amasamy.htm" target="_blank">Ama Samy</a>.<br />
Miejsce i osoba wydawały mi się szczególne, więc zdecydowałem się  pojechać na kilkudniowe warsztaty.<br />
Wioska jest związana z patronem  Szwajcarii, piętnastowiecznym pustelnikiem i mistykiem Mikołajem z Flüe,  nazywanym tutaj Bruder Klaus. Natomiast Ama Samy zaintrygował mnie jako  żywe połączenie tradycji duchowości Wschodu (zen) i Zachodu (jezuita).</p>
<p><img src="http://swojak.info/blog/jpg/taize.jpg" /><br />
foto: <a href="http://www.taize.fr" target="_blank">www.taize.fr</a><br />
Nazajutrz, gdy warsztaty medytacyjne dobiegną końca, wybieram się do  odległego o kilkaset kilometrów francuskiego Taizé. Tam ten tydzień  spędza moja córka i jej przyjaciółki. O wspólnocie z Taizé <a href="http://blog.swojak.info/?p=97" target="_blank">wspomniałem  kilka miesięcy temu.</a><br />
Każdego tygodnia  tamtejsi zakonnicy goszczą kilka tysięcy młodych ludzi, którzy poprzez  rozmowy, pracę i wspólny śpiew dokładają swoje cegiełki do budowania  zaufania na świecie.</p>
<p>Pewno więcej napiszę o tych geograficznych  i duchowych wędrówkach w przyszłym tygodniu, już po powrocie do domu.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.swojak.info/?feed=rss2&amp;p=127</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Skoczny koncert.</title>
		<link>http://blog.swojak.info/?p=126</link>
		<comments>http://blog.swojak.info/?p=126#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 21 Jul 2010 16:30:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Swojak</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Fajną rzecz zobaczyłem]]></category>

		<category><![CDATA[Holistycznie, czyli na całość]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.swojak.info/?p=126</guid>
		<description><![CDATA[W sobotę wieczorem byłem na koncercie.
Przy akompaniamencie trzech gitar, tyluż klawiszowców i perkusji wystąpiła setka chórzystów.
Występ przygotowano z dbałością o niemal każdy szczegół. Poza dobrym nagłośnieniem zadbano też o wrażenia wzrokowe, były  reflektory, tancerze i kolorowe flagi.
Wiedziałem, że występowali uczestnicy warsztatów gospel, którzy spędzili tydzień na przygotowaniach do tego wieczoru. Momentami odnosiłem wrażenie, że mam [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W sobotę wieczorem byłem na koncercie.</p>
<p>Przy akompaniamencie trzech gitar, tyluż klawiszowców i perkusji wystąpiła setka chórzystów.</p>
<p>Występ przygotowano z dbałością o niemal każdy szczegół. Poza dobrym nagłośnieniem zadbano też o wrażenia wzrokowe, były  reflektory, tancerze i kolorowe flagi.</p>
<p>Wiedziałem, że występowali uczestnicy warsztatów gospel, którzy spędzili tydzień na przygotowaniach do tego wieczoru. Momentami odnosiłem wrażenie, że mam przed sobą ludzi wspólnie śpiewających dużo, dużo dłużej.</p>
<p><img src="http://swojak.info/blog/jpg/chor.jpg" /><br />
<span style="font-style: italic">foto: P. Skonieczny (Picasa Public Album)</span><br />
Grupę prowadził Brian, który jakiś czas temu zamienił Stany Zjednoczone na Polskę.</p>
<p>Sądzę, że jego entuzjazm rozpalał serca i gardła uczestników.</p>
<p>Kiedyś byłem na koncercie szwajcarskiego chóru gospel.</p>
<p>Tam dyrygentem był melancholijny muzyk z Ukrainy.</p>
<p>Wydaje się, że wykonanie gospel w obydwu wydaniach było tak różne jak korzenie lidera. Tu mamy murzyńską tradycję wielbienia Boga, a tam była spuścizna wschodnioeuropejskiej powściągliwości w okazywaniu radości.</p>
<p>Koncert był też dla mnie przygodą turystyczną, bo impreza odbywała się w wielkopolskich Skokach. Nim tam dotarłem miałem do przejechania grubo ponad trzysta kilometrów.</p>
<p>Powód wyprawy był ważki, bo w warsztatach uczestniczyła moja żona z córkami. Chciałem zobaczyć wynik ich wokalnej pracy.</p>
<p>Zatem do motoru dopiąłem sakwy i torby podróżne. W ten sposób przekształciłem go z pojazdu dowożącego mnie do pracy w motocykl turystyczny. Towarzyszyła mi piękna pogoda, więc wyjazd był przyjemnością.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.swojak.info/?feed=rss2&amp;p=126</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Autostopowicze.</title>
		<link>http://blog.swojak.info/?p=125</link>
		<comments>http://blog.swojak.info/?p=125#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 14 Jul 2010 16:30:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Swojak</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Holistycznie, czyli na całość]]></category>

		<category><![CDATA[Oni]]></category>

		<category><![CDATA[Polska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.swojak.info/?p=125</guid>
		<description><![CDATA[Syna i psa odwiozłem do moich rodziców do Galicji, a po kolacji, wraz z córką, wracałem pod Warszawę.
Ujechałem kilka kilometrów, gdy zobaczyłem parę turystów z dużymi plecakami i kartką &#8220;Radom&#8221;.
Zatrzymałem się i skończyło się tym, że nikt z nas do Radomia tego dnia już nie dojechał.
Jak widzę autostopowiczów z bagażami to odruchowo staję i ich [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Syna i psa odwiozłem do moich rodziców do Galicji, a po kolacji, wraz z córką, wracałem pod Warszawę.<br />
Ujechałem kilka kilometrów, gdy zobaczyłem parę turystów z dużymi plecakami i kartką &#8220;Radom&#8221;.<br />
Zatrzymałem się i skończyło się tym, że nikt z nas do Radomia tego dnia już nie dojechał.</p>
<p>Jak widzę autostopowiczów z bagażami to odruchowo staję i ich zabieram. Sam, w latach studenckich, przejechałem tysiące kilometrów, podwożony przez ludzi dobrej woli. Czasem były to wyprawy ekstremalne, jak tysiąckilometrowa podróż przez zimową Skandynawię w marcu 1992, aby dotrzeć na <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/International_Student_Festival_in_Trondheim" target="_blank">słynny studencki festiwal w norweskim Trondheim</a>. <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/International_Student_Festival_in_Trondheim" target="_blank"></a> Innym razem jechałem odwiedzić narzeczoną pracującą we Normandii, i przy okazji doświadczyłem spania pod gołym niebem, pod paryską wieżą Eiffla. Pamiętam też przemierzanie Niemiec, tuż po obaleniu Muru Berlińskiego, gdy zachodni Niemcy nie mieli pojęcia o Polsce. Wtedy jeden kierowca, gadając z moim młodszym bratem i ze mną myślał, że żartujemy mówiąc, iż pochodzimy z Polski. Uwierzył dopiero, gdy pokazaliśmy mu nasze paszporty. Jego zdaniem Polacy, ani tak nie wyglądają, ani tak się nie zachowują, ani nie znają angielskiego.</p>
<p style="text-align: center"><img src="http://blog.swojak.info/jpg/zachod.jpg" /></p>
<p>Teraz, gdy widzę niedomytych turystów z wyciągniętym kciukiem i kartonem z nazwą kierunku, to mam przed oczami te dziesiątki ludzi, którzy kilkanaście lat temu mnie podwozili, karmili, załatwiali noclegi, obdarowywali mapami i opowiadali swoje historie życia.</p>
<p>Wróćmy do rozpoczętej opowieści z dwójką podróżników jadących do Radomia. Gdy plecaki były już w bagażniku, a autostopowicze na tylnym siedzeniu, to ruszyliśmy w ich wymarzonym kierunku. Okazało się, że tego samego dnia wystartowali ze Słowacji, wcześniej byli w Czechach i Austrii. Chłopak był z Florydy, a dziewczyna ze Szwecji. Jadą do Finlandii, przez Litwę, Łotwę i Estonię.<br />
Niezwykle ciekawi ludzie. On studiował socjologię, a ona pisarstwo. Jako, że ostatnio zainteresował mnie temat uczenia dzieci w domu, zamiast posyłania do szkoły, to mogłem posłuchać o doświadczeniach ze Stanów, gdzie sporo rodziców decyduje się naukę w domu. Zdaniem A., który znał kilka osób uczonych w domu, każda z nich miała wyraźne niższy poziom kompetencji społecznych, niż koledzy chodzący do szkoły. Z J. rozmawiałem o pisarstwie, bo zaintrygowała mnie informacja o studiowaniu pisarstwa. Jej studia odbywają się na uniwersytecie ludowym (<a href="http://www.folkuniversitetet.se" target="_blank">Folkuniversitetet</a>), który działa na zasadzie stowarzyszenia oferującego dorosłym rozmaite programy edukacyjne. Zajęcia prowadzą z nimi m.in. najznakomitsi szwedzcy literaci.</p>
<p>Podczas rozmowy okazało się, że podróżnicy jadą do Radomia, aby stamtąd dotrzeć do Lublina, i dalej na Litwę. Wybrali Radom, bo na ich bardzo ogólnej mapie nie było głównej drogi do Lublina. Rozwiązałem ich obydwa problemy. To znaczy podarowałem moją starą, ale dokładną mapę Polski, oraz zmieniłem moją marszrutę i pojechałem przez Lublin.</p>
<p>Wspólnie szukaliśmy pomysłu na nocleg. Chodziło o miejsce, gdzie autostopowicze mogliby na dziko rozbić swój namiot. Pomyślałem o siostrze zakonnej z Lublina, którą spotkałem przed rokiem na warsztatach medytacyjnych. Uleciało mi z głowy jej imię, ale wiedziałem, że pracuje w akademiku. Po wjeździe do miasta skręciłem pod akademik, wysiadłem z samochodu i&#8230; przed wejściem spotkałem moją znajomą siostrę. Właśnie wracała ze spaceru. Czytających te słowa statystyków proszę, aby powstrzymali się od obliczania prawdopodobieństwa takiego zdarzenia losowego. Ja jestem przekonany, że to była synchroniczność. Czyli spotkałem siostrę, bo po prostu miałem ją spotkać. Wszystko poszło bardzo dobrze. Zostawiłem A. i J. na pięknym, parkowym trawniku. Po rozbiciu namiotu mieli się stawić w akademiku, aby skorzystać z łazienki.</p>
<p>Po pożegnalnych uściskach ruszyłem w stronę Warszawy. Jechałem ciesząc się, że kilka godzin wcześniej A. i J. napisali na swoim kartoniku &#8220;Radom&#8221;, a nie &#8220;Lublin&#8221;. Gdyby napisali &#8220;Lublin&#8221; pewno bym się nie zatrzymał, bo jechałem do Radomia. Wtedy bym z nimi nie porozmawiał. Zaś przez ich &#8220;Radom&#8221; pojechałem do Lublina i miałem niezwykle ciekawą podróż do domu.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.swojak.info/?feed=rss2&amp;p=125</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Liczy się tylko połowa?</title>
		<link>http://blog.swojak.info/?p=124</link>
		<comments>http://blog.swojak.info/?p=124#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 07 Jul 2010 16:30:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Swojak</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Holistycznie, czyli na całość]]></category>

		<category><![CDATA[Ogólnologia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.swojak.info/?p=124</guid>
		<description><![CDATA[Połowa tego co robisz w marketingu jest stratą pieniędzy. Tylko nie wiadomo, która to połowa, więc nadal wydajemy na obie połowy.
To zdanie raz na jakiś czas słyszę w żargonie reklamowym. Ostatnio powtórzył je mój znajomy, doświadczony szef sprzedaży w branży samochodowej.

Po tej rozmowie przyszła do mojej głowy refleksja, że może poza marketingiem ta prawda dotyczy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Połowa tego co robisz w marketingu jest stratą pieniędzy. Tylko nie wiadomo, która to połowa, więc nadal wydajemy na obie połowy.</p>
<p>To zdanie raz na jakiś czas słyszę w żargonie reklamowym. Ostatnio powtórzył je mój znajomy, doświadczony szef sprzedaży w branży samochodowej.</p>
<p style="text-align: center"><img src="http://swojak.info/blog/jpg/lew.jpg" /></p>
<p>Po tej rozmowie przyszła do mojej głowy refleksja, że może poza marketingiem ta prawda dotyczy także naszego życia?</p>
<p>Wyobraźmy sobie, że połowa tego co robimy ma sens, a reszta to strata czasu. Czy wiesz, która to połowa? Spójrz na swój ubiegły tydzień. Może było tam kilkadziesiąt godzin pracy nad innowacyjnym projektem na temat zaufania jako środka obniżania kosztów dystrybucji. Poza tym z dziesięć godzin na dojazdy; parę godzin na jakieś zakupy i tyle samo na spacery z psem i posiłki z bliskimi; wieczorami gapienie się w ekran - w sumie paręnaście godzin w ciągu tygodnia.</p>
<p>Która połowa była warta naszego życia, a która była jego marnowaniem? Oczywiście, że ten super nowy projekt jest radością tygodnia i jego gwiazda przyćmiła całą resztę. No tak, z perspektywy kilku dni jest to jednoznaczne. Za miesiąc okaże się, że ten projekt nigdy nie będzie wdrożony. Po pół roku zrozumiesz, że szef dał Ci to zadanie, aby zająć Cię czymś absorbującym, nim decyzja o zamknięciu Twojego działu będzie zatwierdzona i wtedy Cię zwolni.</p>
<p>Zatem kilkadziesiąt godzin wymyślania rozwiązań w nieistniejącym temacie to była strata Twojego czasu. Na szczęście w tym samym tygodniu, tocząc się w korkach w drodze do biura wysłuchałeś doskonałego audiobooka o biznesowym wykorzystaniu sieci społecznościowych. Podczas zakupów spotkałeś kolegę, którego nie widziałeś od dawna. Z krótkiej rozmowy wynikało, że jego firma szybko rośnie i teraz zastanawia się jak przeskoczyć z lokalnego rynku na biznes międzynarodowy. W tym samym tygodniu, podczas jednej z kolacji nastoletnie dziecko opowiedziało o wymarzonej komórce, na którą będzie zbierać kieszonkowe. Inni domownicy podzielili się swoimi opiniami o najnowszych gadżetach. Zaś podczas wieczornego ślęczenia przed ekranem komputerowym napisałeś długi e-mail do przyjaciela, który potrzebował wsparcia, bo wjechał ze swoim życiem w ślepą uliczkę. Zatem ta druga połowa wygląda w sumie trochę lepiej od tej pierwszej.</p>
<p>Co więcej, rok od tego zwykłego tygodnia sprawy wyglądają niesamowicie i jest zupełnie jasne co wtedy było ważne.</p>
<p>Pracujesz teraz u boku swojego kumpla spotkanego w sklepie i budujecie &#8220;plemię&#8221; globalnych testerów jego produktu przy pomocy sieci społecznościowych. Poprzednia praca jest tylko przykrym wspomnieniem. Przykrym w zasadzie tylko z jednego powodu. Po ogłoszeniu decyzji o likwidacji zespołu, Twój firmowy kolega miał zapaść i nie przeżył zawału. Także Ciebie zwolnienie bardzo wkurzyło, ale spacery z psem trzymają Cię w dobrej formie i Twoje serce przetrzymało stres bez szwanku.</p>
<p>Przed chwilą córka powiedziała Ci, że przed rokiem bardzo jej pomogłeś, bo dzięki temu co wtedy powiedziałeś zmieniła zdanie, kupiła inną świetną komórkę. Zaś jej koleżanka z klasy ma taki model o jakim pierwotnie marzyła i okazuje się, że co chwilę się psuje.</p>
<p>Po za tym, widziałeś się niedawno z przyjacielem, któremu przed rokiem wysłałeś długi i serdeczny e-mail. Trudno powiedzieć na ile mówił poważnie, ale ponoć wtedy był w tak ciężkim dołku, że chciał ze sobą skończyć. Twój e-mail pokazał życie z innej strony i zaczęły mu wracać chęci do działania.</p>
<p>Ależ czas zmienia postrzeganie tego co wtedy było ważne!</p>
<p>Wyobraź sobie, że po kolejnych trzech latach, zadzwoni do Ciebie jakiś człowiek, którego nazwiska nigdy wcześniej nie słyszałeś. To nowy prezes z firmy, która zwolniła Cię przed laty. Facet jest zafiksowany na pomyśle budowania zaufania jako kapitału w kontaktach biznesowych. Na firmowym serwerze znalazł Twoje opracowanie sprzed lat i teraz proponuje Ci rolę konsultanta.</p>
<p>Trudno Ci uwierzyć, że Twój przegrany projekt sprzed lat robi taką karierę.</p>
<p>Gdy jeszcze raz patrzysz na ten dziwny tydzień to trudno powiedzieć, czy w życiu jest jak w marketingu, gdzie połowa aktywności jest zmarnowana? Chyba jednak nie ma nieważnych części. Wszystko może mieć swoje znaczenie. Choć czasem widać to dopiero z bardzo dużej perspektywy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.swojak.info/?feed=rss2&amp;p=124</wfw:commentRss>
		</item>
	</channel>
</rss>
