Archiwa kategorii: Polska

Moje auto moją twierdzą.

Przy kolacji opowiedziałem rodzinie, jak kolega z biura dał mi kluczyki do swojego auta, żebym pojechał coś załatwić.

Dziewczyny popatrzyły na mnie z niedowierzaniem. W Szwajcarii to była norma, ale w Polsce się z tym jeszcze nie spotkały. Dopytały co to za kolega. Miały rację. Kolega niedawno wrócił z emigracji. Wiele lat mieszkał w Stanach.

Piękni dwudziestoletni – do roboty!

Byłem pod wrażeniem dwudziestolatków, których spotkałem na marcowej konferencji. Jeden po drugim dzielili się ze mną pomysłami. Doskonale, że w tym pokoleniu są ludzie z inicjatywą i pomysłowi.
Podobne doświadczenie miała moja koleżanka z pracy. Jest pełna uznania dla samodzielności, odwagi społecznej i otwartości ludzi, którzy niedawno weszli na rynek pracy.

Gdy usłyszał o tym inny czterdziestolatek, przedsiębiorca, który rozwinął kilka firm, to sarkastycznie odparł, że zna tych wszystkich napotkanych przeze mnie nierobów. Jego zdaniem ci młodzi innowatorzy chodzą i przekonująco opowiadają o swoich pomysłach, lecz niczego nie robią, by zrealizować te wizje.

Chyba coś jest na rzeczy. Parę tych pomysłowych osób uzgodniło ze mną wspólne działania. To były drobne projekty, konkretne działania, które mogły się rozwinąć w coś trochę większego. Po kilku przypomnieniach tematy zostały w zawieszeniu. Potem widziałem te same osoby wśród uczestników innych konferencji, gdzie myślą przewodnią była przedsiębiorczość lub innowacyjność. Zresztą jako powód zwlekania z działaniami usłyszałem od jednego z facetów o napiętym kalendarzu w związku z jego udziałem w tych „eventach”.  Kwadratura koła, z powodu ciągłych spotkań w sprawie realizacji działań nie realizują działań.

Zaintrygował mnie ten problem. Czy to faktycznie jakiś specyficzny rys polskiego pokolenia urodzonego między 1980, a 1990?

Sąsiedzi.

Kochani, kilka razy czytałem poniższą notatkę prasową i cały czas jestem pod wrażeniem, że ta scenka rodzajowa pięknie oddaje nasze obyczaje. Przeczytajcie sami:

Około godz. 8.00 bielańscy mundurowi przejeżdżali obok bazaru Wolumen. Ich uwagę zwrócił mężczyzna, który oferował do sprzedaży aparat fotograficzny. Mężczyzna najpierw twierdził, że aparat dostał od brata, potem że znalazł, aż w końcu przyznał się, że okradł śpiącego sąsiada. Kryminalni z Bielan pojechali przeszukać mieszkanie, w którym przebywał Grzegorz K. Zastali tam dwóch mężczyzn, a na stole leżał twardy dysk. Mężczyźni zostali więc zatrzymani. Cała trójka trafiła do policyjnego aresztu przy ulicy Żeromskiego. Trzeci z mężczyzn został przesłuchany w charakterze świadka.
Policjanci z dochodzeniówki ustalili, że pokrzywdzony nad ranem wracał do domu z imprezy. Nie dał rady wejść do mieszkania i usnął pod drzwiami. 43-letni Grzegorz K. wyjął z jego torby aparat fotograficzny, a 58-letni Lucjan W. – twardy dysk. O kradzieży pokrzywdzonego poinformowali policjanci. Zatrzymanym mężczyznom grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności.

(„Okazja czyni złodzieja” Kronika kryminalna, Nasza Gazeta Żoliborza i Bielan, 3 czerwca 2011)

Dla mnie to jest nadwiślańska klasyka!
Impreza jest to po, by wlać w siebie tyle alkoholu, ile zniesie organizm. Od gimnazjum, aż po dom seniora, rodacy spotykają się, by się schlać. Potem z ułańską fantazją, zataczający się biesiadnicy sami wracają do domu. „Przecież nie jestem dziecko, nikt mnie nie będzie odprowadzał!”
Kurażu w rozpalonej głowie więcej niż siły w rękach. Szukanie kluczy i walka z uciekającym we wszystkie kierunki zamkiem do drzwi, to wyzwanie na inną okazję. „W końcu bezpiecznie dotarłem i jestem prawie w domu.”
Bielańska tragifarsa pokazuje nas także w roli zaradnych facetów. „Kto rano wstaje temu Pan Bóg daje.” – Grzesiek i Lucek przekonali się o tym, jak nikt inny. Na spokojnej klatce schodowej uśpionego bloku, znaleźli całkiem przyzwoity aparat i jakieś urządzenie do komputera. Czasem nawet do steranego życiem biedaka uśmiechnie się los. To znaczy szczęściu trzeba pomagać. Znalezione fanty same do ręki nie wlazły. Były w torbie koło faceta, co spał pod drzwiami, pewnie sponiewierany po ostrym piciu. Szkoda człowieka, już prawie był w domu, a tu taki niefart. Głupi albo pechowiec, bo normalny człowiek to z takim cackiem nie śpi na schodach. No, może gdzieś na jakiś strzeżonych osiedlach, to można tak zaszaleć. Ale żeby na naszym blokowisku?! Przecież tu różni ludzie mieszkają, ktoś może okraść. Sam się prosił. Zresztą na biednego nie trafiło. A tak dobrze rozpoczęty dzień trzeba uczcić. Grzesiek skoczy na bazarek spieniężyć cyfrówkę, a Lucek zapuka do sąsiada spod czwórki, to pomyślą co zrobić z kawałkiem komputera, co był w torbie. Ten spod czwórki to porządny człowiek, zawsze można na niego liczyć. Wracając z Wolumenu Grzesiek kupi flaszkę i coś na ząb.

Drodzy Czytelnicy, jedziemy dalej. Czas na metapoziom. Czy zwróciliście uwagę na tytuł jaki redakcja nadała notatce? „Okazja czyni złodzieja”! Oczami wyobraźni widzę podobną notatkę w szwajcarskiej Luzerner Zeitung. Jaki tytuł? „Po wesołej imprezie gospodarz zapomniał zatroszczyć się o gościa w złej kondycji.” Lub może: „Bezduszność sąsiada. Zamiast pomóc okradł.”
Ale to nie Szwajcaria! U nas ludziska mają gorzej, bo taki przyzwoity Lucek wlecze się po schodach, aż „bęc” potyka się o cudzą torbę i okazja czyni go złodziejem!

Na zakończenie osobisty komentarz. Raz czy drugi usłyszałem, że jak mi się w tej Polsce tak nie podoba, to co tu jeszcze robię? Poza tym ktoś, kto był na wycieczkach w wielu krajach, na wielu kontynentach, widział i może to potwierdzić, że jesteśmy normalnym krajem, jak każdy inny, gdzie są rozmaici ludzie, więc zamiast ględzić powinienem zabrać się za coś pożytecznego.
Wyjaśniam, że tu, gdzie mieszkam jestem szczęśliwy i z radością znajduję dla siebie obszary sprawiania, by Polska była jeszcze lepszym miejscem do życia i rozwoju.
Ogromnym wyzwaniem jakie widzę w Polsce, jest to jak się do siebie odnosimy, jakim wzrokiem patrzymy na ludzi wokół siebie, jakich zasad uczymy dzieci, gdzie w wychowaniu widzimy kształtowanie charakteru, jak czynimy dobro i jak unikamy czynienia zła. Czy widzimy życie jako swoje osobiste zadanie, czy też wmawiamy sobie i swoim dzieciom, że każdy z nas jest tylko bezwolną skorupką miotaną na falach losu. Czy każdy z nas chce polubić samego siebie i swoje życie? Może wtedy zamiast uciekania ze swojego tu i teraz w pijacką nieświadomość, pozwolimy sobie cieszyć się z każdego dnia tutaj spędzonego. Ja widzę w tym klucz do swojego rozwoju, do rozwoju moich inicjatyw oraz do rozwoju naszego kraju.

Napisałem ten tekst o sąsiadach, bo myślę, że tak w roli pijanego imprezowicza, jak w roli sprytnego łapacza okazji odnajdujemy kawałek każdego z nas.  Morał z bajki taki, że jak się bawić to z głową, a jak łapać okazję to bez krzywdy drugiego człowieka.

Polacy do domu.

Pół roku temu dzieliłem się refleksjami po wizycie w angielskim biurze, które pustoszało w wyniku wysyłania pracy do Indii (http://blog.swojak.info/?p=136).
Teraz patrzę jak wyciekają tam polskie posady. Formalnie wszystko jest jak należy. Globalna korporacja dopasowuje swoje metody działania do warunków na rynku. Właściciele dogadali się z hinduskim partnerem, który daje nadzieję na poprawę rentowności spółki.
Coraz lepiej wyglądają słupki prezentowane co kwartał przez głównego księgowego, patrzącego zimnymi i zmęczonymi oczami w oko korporacyjnej kamery, która przekazuje obraz na tysiące pecetów korporacyjnej klasy niewolniczej. Z wymuszonym uśmiechem gratuluje nam poprawienia sytuacji sprzed roku. Rozmarzonym głosem dzieli się swoją wizją dalszego obcinania firmowych wydatków.

Film jak co kwartał jest na korporacyjnym portalu. Widz może wybrać jedną z niezliczonych wersji językowych tłumaczenia ścieżki dźwiękowej. Organizacja czerpie inspirację z mediów społecznościowych. Pod materiałem jest miejsce na komentarze. Sam prezenter zachęca do umieszczania tam wpisów i zadawania pytań.
Kilkadzesiąt tysięcy pracowników jest namolnie namawianych, aby oglądać ten korporacyjny spam. Wiem, że sporo osób to ogląda. Wymieniają uwagi na korytarzu lub przy maszynie do kawy. Pod prezentacją nigdy nie widziałem ani jednego wspisu.
Rzuciłem okiem na inny portal. Internetową gazetę, która parę lat temu podała neutralnie brzmiącą notatkę o zmianach w zarządzie firmy. Amerykańscy pracownicy uznali to miejsce za swój zakątek i do dzisiaj jest tam ponad trzy tysiące komentarzy. Ogromny ładunek frustracji.
Patrzyliśmy na te igrzyska ze współczującym dystansem.
Do czasu.
Ostatnio poszedłem rozliczyć rachunki w naszej warszawskiej księgowości. Zwykle pracujące tam kobiety były małomówne, siedziały skupione na swoich monitorach i masie wydruków. Teraz też było cicho i sztywno. Lecz ta sztywność była inna, dużo bardziej napięta niż dotychczas. Otóż okazało się, że w sąsiedniej salce konferencyjnej zagościło kilku Hindusów, którzy przez miesiąc lub dwa będą dokładnie opisywać stanowiska pracy księgowych. Po starej znajomości, koleżanki dogadały się z ludźmi z oddziałów w innych europejskich krajach. Usłyszały, że gdziekolwiek pojawili się ci goście, tam kończyło się zamknięciem lokalnej księgowości. Sądzą, iż będą pracować tylko tak długo, jak długo oliwkowi konsultanci będą potrzebować na zrozumienie specyfiki polskiej księgowości.
Pustoszeją też pokoje informatyków. Tutaj obyło się bez niezręcznych gości. Wystarczy, że ktoś odejdzie z pracy, a jego biurko już na zawsze zostaje puste. Praca jest przekazywana na Daleki Wschód. To znaczy mówienie o przekazaniu pracy jest nadużyciem językowym. Do zespołu dołącza zdalnie zatrudniony Hindus. Lecz pracę po polskim koledze przejmują pozostali Polacy, do czasu przyuczenia zagranicznych specjalistów. Im lepszym specjalistą był Polak, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że Hindus kiedykolwiek przejmie jego zadania. Czyli ludzie, którzy wciąż mają pracę w warszawskim biurze mają coraz więcej zadań. W konsekwencji spodziewam się dalszych odejść z pracy. Skoro to dołoży jeszcze więcej ciężarów na barki tych co zostali, to wróżę koniec polskiemu zespołowi. Przez przypadek byłem świadkiem wymiany zdań między polskim kierownikiem, a jego globalnym pryncypałem. Gdy Polak rwał włosy z głowy jęcząc, że Hindusi, których dostaje do zespołu są kiepscy, to jego przełożony  wykładał mu zalety zdobywania doświadczenia w zdalnym zarządzaniu personelem.
Tylko jak długo będzie potrzebny w Warszawie menadżer, którego zespół będzie już bardzo daleko stąd?
Doczekaliśmy się światowego życia w Polsce. Tylko czy to właśnie to mieliśmy na myśli podłączając nasz rynek do globalnej gospodarki? Czy firma, która mi płaci jest wyjątkiem na naszym rynku? Chyba nie. Ostatnio zatrudniliśmy człowieka (był chyba ostanim, który dołączył do polskiego zespołu) bezrobotnego po przeniesieniu do Indii jego poprzedniego miejsca pracy. Widziałem się też z koleżanką, która rekrutuje w Polsce zespół pracowników do wprowadzania danych. Przejmą pracę po Anglikach. Jeszcze nie widzą, że to tymczasowa robota, bo potem wszystko pójdzie do Indii.
Proszę Was o kreatywne propozycje jakie prace będą do wzięcia w Polsce przez wykształconych absolwentów za dziesięć lat? Pogdybajmy sobie. Nikt nie wie jak będzie wyglądała przyszłość, czyli możemy bezkarnie powróżyć z fusów. Serdecznie zapraszam do dyskusji.

Pożegnanie z bezdrożami.

„To raczej nie jest samochód dla Pana. Jako listonosz pewno zarabia Pan niewiele i potrzebuje auta, które będzie w ciągłym ruchu. To raczej dla weekendowego pasjonata wyjazdów w teren, który lubi pogrzebać przy samochodzie.”Podobną rozmowę odbyłem z kilkoma osobami, które skusiły się na ogłoszenie z ofertą mojej terenówki.Zniechęcałem niektórych kupców, czekając na idealnego nabywcę.Chodziło o pojazd niecodzienny, o dziewiętnastoletnią terenówkę o bliżej nieokreślonym przebiegu.

W sobotę wieczorem zadzwonił człowiek, który już jeździł kilkoma starymi autami 4×4 i teraz szukał czegoś nowego do zabawy na bezdrożach. Wiedziałem, że to ten, na którego czekała moja Feroza. Przyjął do wiadomości, gdzie są ogniska korozji, że silnik pije olej i pali 17 litrów gazu na 100 kilometrów. Z uznaniem wysłuchał jakie opony założyłem oraz co ostatnio robiłem przy samochodzie.Nazajutrz pokonał 200 kilometrów I zjawił się na jazdę testową.Dobiliśmy targu, samochód sprzedałem prawie za taką samą kwotę, jaką zapłaciłem w październiku poprzedniemu właścicielowi.Tym sposobem zakończyłem moją off-roadową przygodę.

Wiosna!

Jest piękna wiosna.
Drzewa są coraz bardziej zielone.

Gdy rano wybiorę się do lasu to trudno mi wrócić do domu – ptaki wyczyniają taki radosny harmider, że mógłbym tego słuchać w nieskończoność. Przyroda jakby po bardzo mroźnej zimie odzyskała na nowo masę energii do życia.
Jak macie okazję to zachęcam, wyskoczcie na chwilę poza skupiska ludzi. Takie kipiące radosnym życiem miejsca są czasem zupełnie blisko.
Myślę, że warto chwilę pobyć w tym budzącym się do życia świecie.

Ustąp miejsca dziewczynce!

„Zwrócono nam uwagę, że wśród mówców była tylko jedna kobieta” – napisał organizator doskonałej konferencji TEDxWarsaw. W dalszych słowach tłumaczy jak do tak okropnej sytuacji doszło i jak można temu zaradzić w kolejnej edycji.

Piszę o tym, bo to już kolejny tekst podobnego typu, który wpada w moje ręce. Mamy jakieś działania, gdzie zgłasza się sporo facetów i kilka kobiet, a potem samokrytyka z powodu nadreprezentacji mężczyzn.

Proszę, podpowiedzcie, o co chodzi? W czym jest problem?
Jako uczestnik konferencji widziałem na sali masę kobiet. Wśród rozmów, które prowadziłem w przerwach, mniej więcej tyle samo odbyłem z paniami, co z panami. Dostęp do spotkania był niezależny od płci.

Jestem ojcem dwóch dorastających córek. Chcę, aby mogły rozwijać swoje pasje i realizować marzenia. Tego samego chcę dla naszego syna.

Widzę, że są obszary życia, gdzie kobiety i mężczyźni idą ramię w ramię. Na mój gust, do sprzedaży i marketingu garnie się chyba tyle dziewczyn co i chłopaków.
Lecz już do prac bliższych technice masowo gnają faceci. Niedawno zatrudniałem osobę do wdrażania systemów komputerowych. W zasadzie szukałem osoby do przyuczenia do zawodu, a z racji zupełnie męskiego zespołu, liczyłem na zatrudnienie kobiety. Zgłosiło się dziesięć razy więcej panów niż pań. Nie dałem za wygraną. Skontaktowałem się z każdą z kandydatek. Kiepsko nadawały się na to stanowisko. Do naszego zespołu dołączył kolejny facet.
Są też obszary, gdzie równie trudno jest trafić na mężczyznę przyzwoicie rokującego. Edukacja jest świetnym przykładem. Przy dramatycznej feminizacji szkół, zastawiam się ilu wychowawców spotka mój syn na swojej drodze do dorosłości.

Czy powyższe ma oznaczać, że za wszelką cenę zatrudnię kobietę przy komputerach tylko dlatego,  że jest kobietą, a ja zatrudniałem za dużo mężczyzn? Czy może oddam edukację syna w ręce kiepskiego belfra tylko dlatego, że jest facetem?

Mój zdrowy rozsądek burzy się na apel pt. usilnie szukamy kobiet do wygłoszenia wykładu na naszej konferencji, bo dotychczas gadało u nas za dużo mężczyzn.
Wiem, że w tym roku organizator zrobił wszystko co w jego mocy, aby każdy kandydat do występu był sprawiedliwie oceniowy, bez względu na płeć. O co chodzi tym co skarżą się na brak kobiet na scenie i dlaczego organizator się z tego tłumaczy?

Może lepiej ode mnie rozumiecie o co chodzi? Może jest coś ważnego co umyka mojej uwadze? Zachęcam do dyskusji.

Kraków dla leniwych.

Kraków jest niezmiennie moją pierwszą propozycją, gdy znajomy z zagranicy pyta, co zwiedzić w Polsce.
W weekend doświadczyłem miasta, do którego wysyłam gości.

Poniżej kilka przystanków, które polecam jak będziecie pod Wawelem.

Jazz Club u Muniaka. ul. Florianska 3.
Sobotni wieczór spędziliśmy w klubie jazzowym Janusza Muniaka. Ten krzepki siedemdziesięciolatek z saksofonem, zapewnił nam przednią rozrywkę. Małżonka skonstatowała, że byliśmy tam najprawdopobniej  jedynymi Polakami…

Cheder Cafe, ul. Józefa 36.
Na Kazimierzu wypiliśmy poobiednią kawę. Weszliśmy na chybił trafił do lokalu. Podczas zamawiania zaintrygowała mnie informacja w menu, o kawie po izraelsku, parzonej w dzbanku z przyprawami. Więc żona zamówiła tradycyjną kawę, a ja dałem się skusić na ten wynalazek. Dopiłem tylko połowę, bo resztę oddałem mojej połowicy, widząc jak jej posmakował napitek pachnący cynamonem, kardamonem i Bóg wie jakimi jeszcze orientalnymi przyprawami. Zaś ta przypadkowa kawiarnia okazała się zupełnie nietuzinkowym miejscem. Ponoć jedynym, gdzie podają tak sympatyczną kawę.

Gruzińskie Chaczapuri, ul. Grodzka 3.
Tradycyjnie, co pobyt w Krakowie, jemy gruziński obiad. Gruzja jest w Polsce coraz popularniejsza, widać to też na przykładzie nowych lokali Chaczapuri otwieranych w Krakowie. Jest ich już cztery. Jadłem tam raczej z sentymentu, niż z powodu cudów kulinarnych. Pewno przy kolejnym wypadzie do Krakowa też tam zjem i wypiję lampkę gruzińskiego wina.

Na knajpy wydaliśmy sporo więcej niż na nocleg. Gustuję w hostelach, których tam sporo. Za stówkę z okładem mieliśmy dwuosobowy pokój ze śniadaniem (z którego zrezygnowaliśmy na rzecz posiłku w Cafe Camelot, ul. Św. Tomasza 17).

Jak szukacie pomysłu na weekend we dwoje, a kilkaset złotych uprasza się by je wydać, to Kraków wydaje się zachęcającym pomysłem. Może by tak znowu tam pojechać…

Subiektywny rozkład jazdy TEDxWarsaw

Uczestniczyłem w TEDxWarsaw, czyli w konferencji, dla tych co mają pomysł i chcą go ogłosić w ciągu 18 minut. Dobrą wiadomością dla każdego z czytających te słowa jest możliwość zobaczenia prezentacji online.

Wszystkie wykłady będą lada dzień dostępne w sieci (szczegóły na stronie TEDxWarsaw.com).

No dobra, rozumiem, że poświęcenie prawie sześciu godzin na gapienie się w ekran komputera z gadającymi głowami to spore wyzwanie. Dlatego przygotowałem mój stronniczy wybór najciekawszych prezentacji.

Jest tu zarówno to co wywołało moje gorące oklaski*** (jest ich 7, czyli potrzebujecie dwie godziny z górką, aby to zobaczyć), są prezentacje, które uważam za godne uwagi** (5 prezentacji: około półtorej godziny), oraz takie, o których pewno dość szybko zapomnę* (jest ich 7 – zabierają dwie godziny).

(Uwaga: tam, gdzie tytuł jest po angielsku, tam też referat był w tym języku – pewno za kilkanaście tygodni będą w sieci wersje z polskimi napisami – tak było przed rokiem po TEDxWarsaw)

Nakamura & Wojkowska*** „an online marketplace for the developing world” – warto, moim zdaniem nawet bardzo warto posłuchać jak oni rozwiązują problem biedy na świecie: konkretnie, lokalnie i na temat.

Martin Varsavsky* „fostering Europe’s start-up ecosystem” – miły przedsiębiorca o wielkich osiągnięciach, ale czy warto go posłuchać? ja bym odpuścił.

Krzysztof Rybiński** „Poland next year – the most innovative country” – jadę kolejką podmiejską, a facet koło mnie czyta wywiad z Rybińskim; potem sąsiad uczestniczy w debacie ekonomicznej, a obok niego… Rybiński; przychodzę na TEDxWarsaw, znikam w łazience, aby zrzucić zbroję motocyklisty, a tam… Krzysztof Rybiński; ten gość wie jak być widocznym, co więcej on wie jak mówić; polecam, bardzo ładna prezentacja.

Mark Krawczyński** „architecture and national identity” – budowniczy opery w Sydney opowiada historię z morałem; a morał taki, że nawet jak budżet jest przekroczony o rząd wielkości, nawet jak koszmarnie droga sala koncertowa ma kiepską akustykę, to nawet wtedy Australijczycy potrafią okrzyknąć przedsięwzięcie wielkim sukcesem i zrobić z budynku narodowy symbol.

Kushtrim Xhakli * „the road to a national educational system” – Kushtrim to krater dobrej energii; spędziłem z nim kilkanaście minut, gdy opowiadał mi szczegóły swojego projektu, pokazywał prototypy na ekranie laptopa i dzielił się doświadczeniami z Kosowa; jestem zdeklarowanym sympatykiem Kushtrima, ale… jego prezentację radzę opuścić, mnie dała tyle, że wiedziałem, iż chcę tego gościa spotkać na osobności, ale co Wy z niej wyniesiecie?

Oskar Korkman** „insights of people’s everydays lives” – jak lubicie media społecznościowe i nowe technologie to prezentacja Oskara z Nokii będzie dla Was niezłym kęsem informacyjnym.

Tomek Sikora* „the Homeless Gallery” – w tle prezentacji były zdjęcia, bardzo mi się podobały; lecz sama prezentacja tak sobie przypadła mi do gustu.

Karol Okrasa*** „staropolskie smaki odkrywane na nowo” – krajobrazy polskich lokalnych smaków opowiadane z pasją i porywająco, dla mnie rewelacja.

Grzegorz Piątek* „góry dla Warszawy” – podobała mi się ta solidnie przygotowania i barwnie wygłoszona prezentacja; a pomysł, jak to pomysł gór wokół miasta, ma pewno swoich zwolenników i przeciwników; do mnie w ogóle nie trafił.

Marcin Kobylecki* „uruchom wyobraźnię designem” – było o tym jak promować Polskę dla młodych Niemców; jestem pewien, że nie jestem Niemcem, młody już chyba też nie jestem, bo dla mnie to było okropne.

Tomek Grzywaczewski*** „śladami uciekinierów z rosyjskich gułagów” – tą prezentację zobaczę jeszcze raz jak tylko będzie dostępna online; trzech facetów przedzierających się z Rosji do Indii; dla mnie bomba!

Paweł Golik* „emerging views on genetics” – okej, genetyka ma wiele wspólnego z matematyką, lecz czy potrzebuję 18 minut, aby o tym usłyszeć?

Marcin Jamkowski** „ghosts from the abyss of the Baltic Sea” –  historia przy której Titanic to drobiazg.

Wojciech Eichelberger* „ways of living in modern times” – to raczej nie była prezentacja; może to był występ? może zaproszenie do medytacji? może improwizacja? mnie się nie podobało.

Wojtek Sówka*** „performance – the biggest drums ever” – brawo, wielkie brawa! dzieci ulicy i blacha; chcę to zobaczyć i usłyszeć jeszcze raz!

Grzegorz Niedźwiedzki*** „powstanie dinozaurów – zapis z Polski” – ten facet nie dość, że wie co mówi, to do tego wie jak porwać za sobą publiczność; polecam.

Stanisław Karpiński*** „sekretne życie roślin” – to też zobaczcie, moim zdaniem warto – rośliny lepiej kombinują niż się niejednemu zdawało.

Grzegorz Piechota*** „historia narodzin mojego syna” – myślę, że to jedna z najlepszych prezentacji tego dnia; facet, który mówi o akcji „rodzić po ludzku” w taki sposób, że złapał mnie za serce.

Marianna Bednarska** „występ – niesamowite dźwięki marimby” – tego powinni zabronić! piękna dziewczyna z gracją wybijała dźwięki na marimbie; próbowałem zebrać myśli, żeby za chwilę pogadać z Grzegorzem Piechotą, ale zostałem pokonany, moja lewa półkula mózgu została zamordowana przez prawą!